Powód: 21 dzieci w wieku 10 do 21 lat, pozwany: USA. Tak, to nie pomyłka: grupa nieletnich oskarżyła rząd federalny o wyrządzenie im krzywdy przez brak odpowiedniej ochrony przed skutkami globalnego ocieplenia.

Rząd pod sąd

Strona powodowa zwróciła się do sądu, aby nakazał rządowi federalnemu rozwiązać problem, regulując emisję dwutlenku węgla z elektrowni i wydobywanie paliw kopalnych na ziemiach federalnych. Co ciekawe, sprawa została założona już w 2015 r., kiedy u władzy był Obama. Może się to wydawać się nieco ironiczne, biorąc pod uwagę to, że na polu czystej energii i walki o zatrzymanie globalnego ocieplenia działo się wtedy bardzo wiele. Obecnie odziedziczył sprawę prezydent Trump.

Przeciwko rządowi obyła się już pierwszy wyrok, w którym sąd nakazał rozpatrzenie sprawy. Już sam ten fakt jest niezwykły, ponieważ prawo wymaga, aby powód wskazał do merytorycznego rozpatrzenia konkretną szkodę wynikającą bezpośrednio z działania lub zaniechania pozwanego. Kolejne posiedzenie sądu wyznaczone zostało na luty 2018 i już jest najważniejszą środowiskową sprawą stulecia lub – właściwie – wszystkich stuleci. Czy dzieci mają jednak szansę na wygraną?

Według Konstytucji Stanów Zjednoczonych, rząd federalny jest zobowiązany do ochrony zdrowia i dobrego samopoczucia swoich obywateli oraz obrony zasobów naturalnych kraju. Zmiana klimatu jest zjawiskiem szkodliwym, które zostało za takie uznane zostało przez przewagę społeczności naukowej w oparciu o obszerne badania. W znacznym stopniu przyczyniły się do niego działania ludzi, na przykład emisja szkodliwych gazów cieplarnianych.

Zdaniem grupy dzieci, w ich efekcie doświadczają one szkód, jak choćby zwiększonej zachorowalności na niektóre choroby czy utraty dobrobytu ekonomicznego. Odpowiada za nie zaś rząd federalny w wyniku zaniechania: niepodjęcia wystarczających uregulowań lub innych działań, które powinny podnieść jakość powietrza. Dlatego strona powodowa żąda zadośćuczynienia za wyrządzone szkody lub zmniejszenia prawdopodobieństwa, że zostaną one wyrządzone.

Rząd USA nie pozostaje jednak bierny i podaje wiele argumentów, z powodu których należałoby odrzucić pozew przed jej rozpatrzeniem. Zdaniem władz sprawa jest całkowicie pozbawiona podstaw prawnych i możliwości wykonawczych. Gdyby zaś pojawiły się kolejne tego typu sprawy, rozpatrywanie ich całkowicie zablokowałoby możliwości działania sądów. Wskazano również, że zmiany klimatu to kwestie polityczne, nie prawne. Ponadto problem zanieczyszczeń klimatycznych dotyczy nie tylko USA, ale ma charakter globalny, zaś zmiana klimatu jest mistyfikacją o znacznie mniejszym zasięgu, niż się uznaje.

Jak myślicie, która ze stron ma rację? I – co ważniejsze – której uda się się udowodnić je w sądzie? Czy jest możliwe, by sąd uznał zmiany klimatyczne za szkodliwe dla zdrowia skarżących, a brak odpowiednich regulacji za naruszenie konstytucyjnych praw?