W 2014 roku szwedzki przedsiębiorca Henrik Karlsson leżał w łóżku i zastanawiał się nad ogłoszeniem bankructwa. Jego start-up nie wypalił, a wszystkie plany spaliły na panewce. Wtedy zadzwonił telefon, a w słuchawce odezwał się głos reportera BBC. W przeddzień wydania ważnego raportu dotyczącego zmian klimatycznych poszukiwano znawcy technologii BECCS, która pozwoliłaby na utrzymanie temperatury naszej planety na bezpiecznym. Okazało się, że jedynym ekspertem w tej dziedzinie był Karlsson.

O krok od sukcesu

Naukowiec był zdumiony. Właśnie miał ogłosić bankructwo firmy, którą założył 7 lat wcześniej pod wrażeniem telewizyjnego show w Goeteborgu. Program badał zalety wychwytywania dwutlenku węgla przed emisją z elektrowni – technologii stojącej za szeroko reklamowanym pojęciem „czystego węgla” i sposobu na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych oraz spowolnienie zmian klimatycznych. Zainspirował on Karlssona na tyle, że 27-latek, który nie był ani klimatologiem, ani inżynierem i chciał zostać tenorem operowym, postanowił zmienić całe swoje życie oraz losy świata.

Jak zauważył Karlsson, podczas procesu fotosyntezy rośliny naturalnie zasysają dwutlenek węgla z powietrza, przechowując go w liściach, gałęziach, nasionach, korzeniach i pniach. Zastanowił się więc, co stałoby się, gdyby uprawiał rośliny, a następnie zmienił je w energię elektryczną, mając pewność, że wychwyci cały emitowany dwutlenek węgla. Następnie można by było przechować niebezpieczny CO2 pod ziemią. Taka elektrownia nie tylko emitowałaby mniej gazów cieplarnianych do atmosfery, ale skutecznie wysysała dwutlenek węgla z powietrza. Karlsson był zachwycony tym pomysłem. Nie tylko był odkrywczy, ale mógł pomóc w uniknięciu globalnej katastrofy.

Następnego ranka pobiegł do biblioteki, gdzie przeczytał artykuł Austriaka Michaela Obersteinera, który opisywał ten pomysł w czasopismie Science z 2001 roku. Następnie rozpoczął pracę nad technologią, nazwaną później bioenergią z wychwytywaniem i składowaniem węgla – BECCS, na fali optymizmu generowanego przez pierwszy film o zmianie klimatu Al Gore'a. Pomysł Karlssona początkowo olśnił wszystkich. Firma została nawet finalistą konkursu Virgin Earth Challenge Richarda Bransena, który oferował 25 milionów dolarów na skalowalne rozwiązanie w zakresie usuwania gazów cieplarnianych. Zapał minął jednak, kiedy do 2014 roku wdrożenie w życie idei naukowca wziąć kończyło się niepowodzeniem. Tylko telefon z BBC odwiódł Karlssona od poddania się.

O krok od zagłady

W raporcie Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu ONZ wygenerował komputerowo setki scenariuszy, w których temperatura Ziemi rosła o ponad 2 stopnie Celsjusza (lub 3,6 stopnia Fahrenheita). Taki wzrost był teoretyczną granicą możliwego ocieplenia, które mogą zaakceptować ludzie. Nie wszyscy są jednak zgodni w tym zakresie. Według wiodącego klimatologa Jamesa Hansena, nawet limit 2 stopnie Celsjusza jest niebezpieczny dla ludzkości. Niezależnie od dozwolonych zakresów wzrostu, przewiduje się, że bez obniżenia emisji dwutlenku węgla do końca wieku temperatura globu wzrośnie o 4 stopnie Celsjusza. Wielu naukowców jest niechętnych do przepowiadania skutków takiego ocieplenia, ale apokaliptyczna litania możliwych opcji obejmuje suszę, głód, miliony uchodźców klimatycznych, wojnę zagrażającą cywilizacjom i wzrost poziomu morza, który trwale utopi wiele miast, miedzy innymi Nowy York, Miami, Mumbai, Szanghaj i inne nadmorskie miasta.

Raport ONZ przewiduje 116 możliwych rozwiązań, w których globalne temperatury nie mogą wzrosnąć o więcej niż 2 stopnie Celsjusza. W przypadku 101 z nich cel ten osiągany jest przez zasysanie ogromnych ilości dwutlenku węgla z atmosfery, zwane koncepcją ujemnej emisji. Cel ten ma być osiągnięty głównie poprzez BECCS. W tych scenariuszach, aby zapobiec katastrofie planetarnej, technologia musiałaby zacząć być wdrażana w połowie stulecia, a nawet tuż po 2020 roku. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne. Podobnie jak ostrzeżenia na farmaceutycznych etykietkach, dopisany niewielką czcionką napis ostrzegał, że taka metoda może mieć skutki uboczne i długoterminowe konsekwencje w skali globalnej.

Skąd bierze się niebezpieczeństwo? Jak wyliczyli badacze klimatu Kevin Anderson i Glen Peters, uprawa roślin potrzebnych do zasilania BECCS wymagałaby ziemi w ilości prawie dwukrotnie większej od Indii. Zaś energia, która miałaby zostać dostarczona, byłaby równa mocy wszystkich elektrowni węglowych na świecie. Innymi słowy, modele wzywały do rewolucji energetycznej, która miała się wydarzyć w ciągu życia wielu pokoleń.

O krok od rewolucji

Dziś ten innowacyjny sektor gospodarki pretenduje do miana jednego z najlepiej działających projektów na świecie. Przykładem jest przekształcona fabryka etanolu kukurydzianego w Decatur w stanie Illinois. Taka sytuacja nasuwa zaś pytanie: czy świat może polegać na wyimaginowanej technologii?

12 grudnia 2015 roku 195 państw przyjęło porozumienie klimatyczne z Paryża, w którym zobowiązano się do utrzymania globalnego wzrostu temperatury na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza powyżej poziomu przedprzemysłowego w tym stuleciu. Kolejnym celem jest utrzymanie ich poniżej 1,5 stopnia Celsjusza.

Czy BECCS pomoże osiągnąć te ambitne założenia? Czy spowoduje rewolucję na niespotykaną dotąd skalę? Christiana Figueres, dyplomatka ONZ, która prowadziła globalne rozmowy klimatyczne, nie wyklucza takiej możliwości. Wspomina także emocje towarzyszące uchwaleniu porozumień paryskich. Jak relacjonuje, 5000 ludzi rozdartych między euforią a niewiarą wyskakiwało ze swoich miejsc, płakało, klaskało i wrzeszczało. Czy to zwiastuje bliskie zmiany?

Pozostaje pytania, czy model oparty na koncepcji BECCS jest możliwy do zrealizowania oraz w jaki sposób może on przyczynić się do ograniczenia emisji bez jednoczesnego zaprzestania funkcjonowania gospodarki opartej na paliwach kopalnych?