Burdż Al Arab, czy inaczej Wieża Arabów, była jedną z pierwszych atrakcji w Dubaju, których wykonanie zlecił szejk Muhammad bin Raszid Al Maktoum jeszcze zanim został władcą. Jest to luksusowy hotel zbudowany na sztucznej wyspie.

Rozwój w kierunku nowego złotego wieku

Historię atrakcji opowiada Jim Krane w książce „Historia najszybciej zbudowanego miasta świata”. Jego zdaniem, hotel mógłby zostać zbudowany na kontynencie, ale Muhammad i architekci zdawali sobie sprawę, że jeżeli będzie stał na brzegu, stanie się nieocenionym dodatkiem do panoramy miasta. Mieli rację. Zbudowany jak trójkątny żagiel unoszący się nad morzem, jest obecnie ikoną Dubaju.

 

Sam kształt trójkątnego żagla jest mocno zakorzeniony w tradycji miasta i kraju. Ponad tysiąc lat temu używali go kupcy arabscy. Symbolizuje on wygranie wyścigu z globalną konkurencją. dzięki niemu świat arabski chce po raz kolejny zostać pionierem, jak miało to miejsce w średniowieczu. Z tego względu Dubaj nie ma podatku dochodowego ani od sprzedaży, co czyni go atrakcyjnym dla cudzoziemców. Niemniej dopiero na początku lat dwudziestych po raz pierwszy zezwolono na jego terenie na posiadanie prywatnej własności. Wówczas na rynku pojawiło się więcej gotówki od inwestorów, którzy szukali bezpiecznej przystani. W połączeniu z prawem przyznającym każdemu obywatelowi Emiratów działkę pod własną willę, doprowadziło to do ogromnego rozwoju rynku nieruchomości.

Dynamiczne zmiany i okres rozkwitu

Boom na nowe budowle był widoczny zwłaszcza wzdłuż wybrzeża. Dzięki temu Dubai Marina to do dziś gęsty las ponad stu 40-piętrowych budynków mieszkalnych, który powstał niemal z niczego. Przez lata był on zamieszkiwany tylko przez ekspatriantów, w większości tylko przez część roku.

 

Jednak miasto zaczęło się również rozwijać w stronę pustyni. Tam pojawiała się zwłaszcza nowa zabudowa willowa, przeznaczona dla mieszkańców Emiratów i obcokrajowców.

– Kiedy patrzysz jak rośnie Dubaj, widzisz obsesję na punkcie budowy na pustyni – ocenia Yasser Elsheshtawy, architekt egipski, który od 20 lat prowadzi wykłady na University of Science and Technology w Al-Ajn. – Nie było żadnych ograniczeń. Energia była tania, samochody były dostępne,  więc dlaczego nie? – pyta przewrotnie.

 

Bardziej interesujące pytanie brzmi, dlaczego Dubaj w ogóle się zmienia? Co mogło popchnąć władcę do tak intensywnego wzrostu gospodarczego? Co spowodowało, że powstała nie tylko wieża żaglowa, ale również wieżowiec o wysokości Sears Tower, trzy sztuczne półwyspy w kształcie dłoni sięgające kilometry w morze, ale także archipelag 300 wysp ułożonych jak kraje na mapie świata i obudziło się zainteresowanie panelami fotowoltaicznymi, bateriami o małym przepływie i dzielnicami spacerowymi?

Kryzys – najlepsze, co się mogło wydarzyć

W 2008 i 2009 roku globalna gospodarka była na krawędzi załamania, a liczba turystów w Dubaju spadła. Ceny nieruchomości obniżyły się o 50%, a koszty oleju napędowego poszybowały w dół jeszcze bardziej.

– Kryzys gospodarczy był najlepszą rzeczą, która nam się przydarzyła – stwierdza Habiba al Marashi, założycielka Emirates Environmental Group, organizacji, która poprzez edukację i działania recyklingowe promuje odpowiedzialność za środowisko.

 

Drogę do zrównoważonego rozwoju miasta utorował Masdar City – projekt który rozpoczął się w sąsiednim Abu Zabi w 2006 roku. To pierwsze na świecie miasto o zerowej emisji dwutlenku węgla, zaprojektowane przez brytyjskiego architekta Normana Fostera. Miało być miejscem bez samochodów, realizującym całkowite zapotrzebowanie na energię elektryczną ze źródeł odnawialnych. Choć kryzys finansowy uciął ambicje Masdar City, międzynarodowa promocja, którą projekt otrzymał, pomogła pokonać opór wobec zielonych idei w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

–Początkowo to było naprawdę trudne – wspomina dyrektor generalny Masdar Mohamed Jameel Al Ramahi. – Ludzie nie chcieli o tym mówić. Mówili: „To zbyt kosztowne! Kto to zaakceptuje? Czy jest taka potrzeba?”.

 

A jednak Dubaj zaczął odczuwać silną potrzebę zmniejszenia zależności od importowanego gazu ziemnego. Tuż przed kryzysem finansowym, kiedy miasto było w szczytowej fazie wzrostu, ceny ropy naftowej i gazu wzrosły. Tymczasem Niemcy i Hiszpania rozwijały elektrownie słoneczne, co powodowało spadek kosztów energii słonecznej. Dzięki temu do roku 2015 Dubai Electricity & Water Authority (DEWA) podpisała kontrakt na kolektory słoneczne o mocy 200 megawatów, które dostarczyły energii za rekordowo niską cenę 5,6 centa za kilowatogodzinę.

Nieskończone energetyczne słońce

DEWA – największy eksporter energii odnawialnej na Bliskim Wschodzie – zgodziła się dostarczyć kolejne 800 megawat mocy, zapewniając cenę 2,99 centa za kilowatogodzinę. To spowodowało, że energia słoneczna stała się zdecydowanie najtańszym wariantem energii.

 

Inżynier DEWA mówi, że przeznaczony na instalację teren około 30 mil na południowy wschód od miasta został wybrany z powodu jego oddalenia od centrum.

– Wychodząc na dach transformatora, możemy patrzeć na pochylone ku słońcu pole paneli słonecznych – stwierdza. – Ponad 20 mil kwadratowych już obecnie produkuje 200 megawatów, czyli 2% całkowitej mocy wytwórczej firmy DEWA. To jednak nie koniec. W Dubaju do 2020 roku powstanie kolejne 1000 megawatów, a do 2030 – 5000 megawatów instalacji – mówi przedstawiciel DEWA.

W przeciwieństwie do niektórych grup wytwórczych w Stanach Zjednoczonych, które uważają, że energia słoneczna jest niepożądaną konkurencją, w Dubaju aktywnie zachęca się obywateli do umieszczania paneli słonecznych na dachach.

 

Mimo pozytywnych prognoz DEWA obawia się skupić tylko na jednym rozwiązaniu. Stąd też w 2030 roku planuje uzyskać 7% energii elektrycznej z czterech elektrowni atomowych, które buduje w Abu Zabi. Co więcej, że DEWA buduje również zakład spalający węgiel. Paliwo do jego zasilenia będzie musiało być jednak importowane prawdopodobnie z Australii lub Indonezji, więc energia elektryczna będzie kosztować 405 więcej niż słoneczna. Nie ma to jednak ani znaczenia ekologicznego, ani ekonomicznego, pomoże jedynie zapewnić ciągłość dostaw energii, które są niezbędne do dalszego rozwoju miasta.

Zielone budynki na porządku dziennym

Po upływie burzliwego roku, Dubaj stara się również ograniczyć zapotrzebowanie na energię elektryczną i wodę. Ceny były mocno subsydiowane, ale DEWA znacznie je podniosła i wprowadziła progresywną skalę, która wzrasta wraz z konsumpcją. Mieszkańcy Dubaju teraz płacą za prąd mniej więcej tyle, ile Amerykanie w Waszyngtonie, a za wodę około 50% więcej.

 

Nie wszystkich jednak ogarnia zielony szał. Jeśli stanie się na 31. piętrze biura fundacji oświatowej szejka Muhammada, spogląda się na miasto ze szklanej wieży – to nie jest energooszczędne.

– Nowe budynki w Dubaju nie są budowane tak, jakby energia i woda były ograniczone – mówi Al Abbar. – Stare budynki przed boomem miały grube mury, małe okna i wieże wiatrowe. Nawet Światowe Centrum Handlowe miało głębokie okna i białe ściany odbijające ciepło. Teraz najemcy oczekują szkła od podłogi do sufitu. Z tego względu i deweloperzy nie są skłonni do budowania zrównoważonych budynków – ocenia.

 

Od czasu kryzysu gospodarczego Dubaj zaostrzył swoje zielone przepisy budowlane w ramach strategii zmniejszania zapotrzebowania na energię o 30%. Nowe budynki muszą być wyposażone w podgrzewacze wody słonecznej, a także systemy operacyjne, które wygaszają światła i termostaty, gdy ludzie są nieobecni. Aby osiągnąć cele miasta dotyczące modernizacji 30 000 starszych budynków, przepisy pozwalają wykonawcom zewnętrznym na renowację budynków i czerpanie zysków z części oszczędności energii. Wygląda więc na to, że szał na OZE ogarnia już niemal wszystkich mieszkańców Dubaju.

Ciąg dalszy nastąpi…