Z powodu problemów na granicy, wczoraj opisywałem Ghanę wyłącznie w ciemnych barwach. Czas więc na kilka obiektywnych zdań.

Krajobrazy z Ghany

Wjeżdżając do Ghany nie trudno spostrzec, że to już całkiem inna Afryka. Kraje, które odwiedziliśmy do tej pory, wydają się być w jakimś letargu. Czekają, choć nie wiadomo, na co. Ghana natomiast żyje. Oczywiście nie jest to jeszcze państwo na miarę tych z Europy, ale przynajmniej coś się dzieje.

Wkoło widać dużo inwestycji. Chińczycy budują drogi i nawet całkiem nieźle im się to udaje. Pojawia się na nich nawet oznakowanie poziome i pionowe 😉. Ludzie są zdecydowanie bardziej aktywni. Nawet łupienie turystów na granicy to w końcu też jakaś forma aktywności gospodarczej 😉.

 

Zupełnie znikają lepianki, a gdzieniegdzie pojawia się cegła, choć króluje pustak. Piękne rezydencje nie są już taką rzadkością, a stacje benzynowe wyglądają jak stacje i mają klimatyzowane sklepiki.

Trudne powstania

Ale wracajmy do poranku. Wstajemy niewyspani i w nie najlepszych humorach. Trudno zasnąć, jeżeli nad głową jeżdżą ci ciężarówki. Na dodatek wszystko jest wilgotne. Zbieramy się, więc mokre namioty i pozostałe rzeczy musimy pakować do worów 😥.

Na dodatek okazuje się, że Ernest pomylił drogę. Chcemy zwiedzić Park Narodowy Kakum, a jesteśmy na drodze do Kumasi. 100 km w plecy. Rewelka.

 

Odpalamy motki i w końcu dojeżdżamy do miejsca docelowego. Po drodze kupujemy banany i ananasy. Nie muszę dodawać, że smak ananasa też jest wyborny 😊.

Największa atrakcja pod lupą

Park Kakum to jedna z najwiekszych atrakcji Ghany. warte uwagi jest szczególnie kilkaset metrów mostów linowych wiszących 40 m nad ziemią. Dlatego nie żałujemy trzygodzinnego spaceru. W końcu możemy poczuć w pełni, jak smakuje afrykańska dżungla.

Podczas zwiedzania mnie i Tomka nurtuje, jak udało się skonstruować te mosty, a szczególnie pierwszą linę, bo dalsze kroki jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. I tu z pomocą przychodzi nasz przewodnik. Rozwiązanie zagadki jest banalnie proste: pierwszą linę wystrzeliwali z łuku. Dopiero później na drzewo wdrapywał się robotnik i realizowali całą konstrukcję.

 

Ponieważ jest niezbyt późno, postanawiamy jechać najdalej jak się uda. W okolicach miejscowości Winneba znajdujemy hotel. Powtarza się sytuacja z Grand Bassam – jest on nadzorowany przez misję, dlatego w każdym pokoju leży Nowy Testament. Konsekwencją takiego wyboru noclegu jest też przymus, żeby każdy z nas wziął osobny pokój, mimo że są one wielkie. Po prostu według zasad gospodarzy dwóch mężczyzn nie może spać w jednym pokoju.

 

Na szczęście Eryk targuje bardzo niską cenę i zostaje nam trochę kasy, żeby iść do lokalnego baru na piwo. Pijąc ten wspaniały trunek razem z Erykiem, chłoniemy Afrykę każdym zmysłem. To są właśnie te niepowtarzalne chwile w podróży, kiedy można się poczuć bardzo szczęśliwym. Dzisiaj z pewnością się wyśpię 👍.

Moto Voyager – Grzegorz Malicki