Dzisiejsza noc była chłodna i bardzo przyjemna. O 5.25 Tomek obudził wszystkich pytaniem, czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej zmienia się czas. To się nazywa wyczucie momentu. Tłumaczymy mu, że nie, i wyganiamy z powrotem do namiotu. Mamy jednak świadomość, że i tak za godzinkę wstajemy.

Zły start do dystansu 257 km

Niestety wyjazd się opóźnia, bo Maćka dopadły kłopoty żołądkowe. Co chwilę biega do lasu. Dzielnie próbuje ruszyć w drogę, ale za każdym razem w drodze do motocykla zawraca. I tak raz za razem. Nie jest wesoło 😥.

W końcu ruszamy. Mamy przed sobą jeszcze 100 km off-u. Trasa jest dość ciężka i trzeba bardzo uważać. Na dodatek, co kilka kilometrów posterunki policji. Na każdym musimy się zatrzymać i długo tłumaczyć. Bez sensu, ale takie są realia. Jakby tego było mało, Maciek jest tak osłabiony, że musimy robić przerwy na regenerację.

 

Jedno się nie zmienia, podobnie jak w Mali, także tutaj jesteśmy ogromną ciekawostką. Wystarczy, że zatrzymamy się na chwilę, a już otaczają nas wszyscy mieszkańcy wioski. Nie ma się jednak co dziwić, jeździmy takimi bezdrożami, że być może jesteśmy pierwszymi białymi motocyklistami w wiosce 😉.

Drogi i bezdroża

W końcu docieramy do Odienne. Tutaj zaczyna się asfalt. Jest też hotel, w którym zostaje Maciek. Nie jest w stanie jechać dalej. Ernest decyduje się mu towarzyszyć, a my postanawiamy dojechać jeszcze 157 km do Touby.

 

Na miejscu znajdujemy hotel. Nie jest zbyt rewelacyjny, ale przynajmniej tani. Po 10€ na twarz 😊. Robimy małą przepierkę i ruszamy w miasto coś zjeść. WKŚ robi na nas trochę lepsze wrażenie niż Mauretania i Mali. Troszkę bardziej to wszystko uporządkowane. Dzieciaki w ładnych mundurkach, pojawiają się nawet jakieś sklepy, podczas gdy wcześniej cały handel odbywał się na straganach.

Ale uroda mieszkanek WKŚ ma się nijak do czaru Malijek, które są dodatkowo niesamowicie zadbane i pięknie ubrane. Czasami przeżywaliśmy szok, widząc, jak z lepianki bez prądu i wody wychodzi taka piękność. Tak, tego zdecydowanie będzie nam brakować 😥.

 

Wracamy do hotelu, w którym zlecamy umycie motocykli, bo są w takim stanie, że strach nawet ich dotknąć. Od Erniego dostajemy wiadomość, że jeszcze nie wiadomo, co z Maćkiem. Decyzja zapadnie jutro rano.

Moto Voyager – Grzegorz Malicki