To już trzeci dzień naszego pobytu w Bhutanie. Wstaje się już zdecydowanie lepiej. Jednak śniadanie o 6.30 to dla mnie zdecydowanie za wcześnie, dlatego rezygnuję z niego, żeby móc trochę dłużej pospać i spokojnie spakować rzeczy. Przed hotelem wita mnie rząd pięknie ustawionych KTM-ów. Powoli przestaje mnie to dziwić :).

Komu w drogę…

Wsiadamy na motory i ruszamy przed siebie. Rano zawsze najważniejsze jest to, żeby wjechać na lewą stronę jezdni. Później już jakoś się pamięta. Szczerze mówiąc myślałem, że ruch lewostronny sprawi mi większy kłopot :).

Dzisiejszy główny punkt programu to Tygrysie Gniazdo – chyba najbardziej znany i obfotografowany zabytek w Bhutanie. Jedyny minus tego przedsięwzięcia to sześciokilometrowe podejście o przewyższeniu 500 m. Wjeżdżamy na wysokość 2700 m n.p.m., a później musimy wejść na 3200 m. Trzeba przyznać, że jest to niemały wysiłek, ale warto.

 

W połowie drogi robimy przerwę na kawę i fotki. Nie wiadomo, co jest bardziej godne podziwu: pojawiający się w oddali klasztor czy pięknie kwitnące rododendrony. Wykorzystujemy ten krótki moment przerwy, żeby się spotkać, wypić razem kawę i zrobić fotkę grupową przed atakiem na szczyt. Kto wie, czy się jeszcze spotkamy w tym gronie :).

Mięczaki są wszędzie

Oczywiście i tutaj znajdziemy mięczaków korzystających z pomocy biednych zwierzątek. My oczywiście wspinamy się o własnych siłach.

W końcu docieramy do ostatniej platformy widokowej, z której robię zdjęcia klasztoru. Są zupełnie takie jak we wszystkich wydawnictwach reklamowych. Jednak różnica jest zasadnicza – te są moje :).

Czas na ciąg dalszy

Po zwiedzeniu Tygrysiego Gniazda zaczynamy wracać. Po jakimś czasie wszyscy meldują się na dole i jedziemy do stolicy Bhutanu – Thimphu.

Musimy oczywiście zaliczyć największy pomnik jakiegoś bożka. Nie pamiętam, co było jego specjalnością, ale wiem, że największych pomników na świecie ma kilka. Później zajeżdżamy w odwiedziny do zwierzątka nazywanego takinem. Podobno jest bardzo ważny, ale moim zdaniem towarzystwo pieska i kózki w Polsce to ciekawszy widok niż takin, który odwrócił się do nas tyłkiem :).

Mimo to, w tym momencie bardzo usatysfakcjonowani, udaliśmy się na zakupy i piwo. I to by było na tyle w dniu dzisiejszym.

Moto Voyager – Grzegorz Malicki