Czerwono-niebieski kostium, nadprzyrodzone zdolności i pajęcza sieć, przed którą drżą nawet najwięksi złoczyńcy Nowego Jorku – Spider-Man to postać rozpoznawalna na całym świecie. Czy film włączający ją w uniwersum Marvela sprosta tej legendzie?

 

Człowiek Pająk jest jednym z nielicznych herosów, których – w klasycznej wersji przygód – poznajemy już w wieku szkolnym. Nie inaczej jest w najnowszy filmie Jona Wattsa. Alter ego Spider-Mana, Peter Parker, to młody chłopak – trochę naiwny, trochę nieporadny, ale niezmiernie sympatyczny, co jest zasługą nie tylko scenariusza, ale i świetnej gry Toma Hollanda. Pod opieką Tony'ego Starka aspiruje on do członkostwa w grupie Avengers. Z młodzieńczym zapałem rwie się do wykonywania kolejnych zadań, nie zważając na swoje pozostałe obowiązki. W tym samym czasie przeżywa pierwsze zauroczenia i towarzyskie porażki, nieuchronnie wpisane w życie nastolatka.

 

Tak zarysowany główny wątek sprawia, że „Spider-Man: Homecoming” jest lekkim, niewymagającym kinem superbohaterskim, adresowanym przede wszystkim do starszej młodzieży oraz miłośników komiksów – daleko mu do mrocznego klimatu charakterystycznego dla innych obrazów tego typu. Równocześnie jednak, pod płaszczykiem prostej fabuły, stawia pytania całkiem poważne. Twórcy nie wahają się powiedzieć „sprawdzam” podobnym produkcjom, zastanawiając się, do czego dziś są nam potrzebni superbohaterowie i dlaczego ich komiksowa – tudzież filmowa – działalność tak wyraźnie oderwała się od problemów codziennego życia.

 

Ogromną zaletą najnowszej odsłony „Spider-Mana” jest również sposób konstrukcji głównego antagonisty. Siły zła nie są bowiem w tym wypadku reprezentowane przez jakieś nieokreślone „ciemne moce” czy ogarnięte żądzą mordu potwory. Tak jak Człowiek Pająk to chłopak z sąsiedztwa, tak i jego główny wróg, Vulture, niczym nie różni się od przeciętnego mieszkańca amerykańskich przedmieść. Zwyczajność tych postaci w dużej mierze decyduje o sile całego filmu.

„Spider-Man: Homecoming” stanowi niezłe superbohaterskie rzemiosło: z wartką akcją i efektami specjalnymi. Również aktorstwo stoi tu na całkiem wysokim poziomie. Bardzo dobrze spisuje się wspominany już Tom Holland w roli tytułowej, Michael Keaton jako Vulture czy Robert Downey Jr wcielający się w postać Tony'ego Starka. Spośród odtwórczyń żeńskich postaci z pewnością trzeba wyróżnić Zendayę. Rola Michelle jest w tym filmie co prawda drugoplanowa, jednak za sprawą świetnej gry aktorskiej wiele wnosi do jego atmosfery. Podobnie jest zresztą z zabiegiem formalnym, który serwują nam twórcy na samym początku seansu. Fakt, że część obrazu ma pochodzić z amatorskich nagrań, jakie Peter Parker publikuje na YouTubie, bardzo zgrabnie osadza fabułę w rzeczywistości współczesnych nastolatków.

„Spider-Man: Homecoming” to ciekawa, ale i niewymagająca propozycja na lato. Twórcy najnowszych przygód Człowieka Pająka nie mają się czego wstydzić.

Ocena:  7/10








Barbara Englender