Trzech spokojnych staruszków postanawia obrabować bank. Brzmi jak pomysł na kiepską komedyjkę, pełną gagów i niesmacznych dowcipów? Nic bardziej mylnego.

 

„W starym, dobrym stylu” to, owszem, komedia, ale bardzo subtelna, inteligentna i pełna ciepła. Co nie oznacza, że widzowie nie będą się przy niej świetnie bawili. Najnowszy film Zacha Braffa wyróżnia się delikatnym humorem i niewymuszonym dowcipem. To dowód na to, że aby było zabawnie, nie musi być wcale głupio.

 

Film urzeka nie tylko warstwą komediową, ale przede wszystkim nastrojem. To produkcja faktycznie stworzona w „starym, dobrym stylu”. Mimo „gangsterskiego” tematu, akcja toczy się spokojnym, niemal leniwym tempem. W atmosferę cichego, niedzielnego popołudnia, twórcom udało się wpleść jednak ogromne emocje. Tak powstał film poruszający do głębi, ale nie pompatyczny.

Wszystkie te zalety są po części zasługą niezłego scenariusza, bazującego na motywach znanych z kina akcji oraz na filmie z 1979 roku pod tym samym tytułem, po części natomiast – genialnych kreacji trójki aktorów: Michaela Caine'a, Morgana Freemana i Alana Arkina. Świetnie spisali się również odtwórcy ról drugoplanowych: Christopher Lloyd, Ann-Margret czy Joey King. Rewelacyjna gra aktorska napędza akcję, dodaje jej lekkości, a całemu filmowi – dobrego smaku i niewymuszonego wdzięku.

 

Świeżo upieczonych rabusiów po prostu nie sposób nie polubić. Nie są to tylko papierowe sylwetki, niezbędne do realizacji fabuły, lecz pełnokrwiste postacie, z których każda ma swoją – często tragiczną – historię i wprowadza nieco inny motyw. Joe, w którego wciela się Michael Caine, został oszukany przez bank, Willie (Morgan Freeman) cierpi z powodu rozłąki z rodziną, a Albert (Alan Arkin) jest tak zmęczony życiem, że – jak deklaruje – chętnie powitałby śmierć.

Pod płaszczykiem komedii Zach Braff przemyca ważne pytania o odpowiedzialność społeczną. W ten sposób bezlitośnie obnaża „porządek” świata, w którym starsi ludzie z dnia na dzień stracić mogą emerytury, a pracownicy banków bez mrugnięcia okiem proponują ludziom „promocyjne” oferty. Na tle tej brutalnej rzeczywistości toczy się ciepła, słodko-gorzka opowieść o starości, przyjaźni i miłości. Wprawdzie nosi ona ślad hollywoodzkiej bajki, ale i tak warto ją zobaczyć.

Ocena:   8,5/10








Barbara Englender