W najnowszym filmie „Pokot” Agnieszka Holland bezkompromisowo rozprawia się ze światem myśliwych. Ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk została doceniona między innymi podczas festiwalu Berlinale. Czy jednak rzeczywiście obraz ten jest aż tak dobry?

 

„Pokot” łączy w sobie silne, proekologiczne przesłanie z nieszablonową historią „z dreszczykiem”, osadzoną w krajobrazie Kotliny Kłodzkiej. Film ten często określany jest jako rodzaj „ekothrillera”. Widzowie, którzy oczekują silnych emocji, mogą jednak poczuć się nieco zawiedzeni. „Pokotowi” bez wątpienia brakuje iskry, która sprawia, że dobre kino ogląda się z zapartym tchem. Być może, po prostu, stworzona przez Tokarczuk historia outsiderki, walczącej o prawa zwierząt, to nie materiał na tak długi (ponaddwugodzinny) film.

 

Prawdopodobnie największym problemem „Pokotu” jest bowiem właśnie fakt, że powieść „Prowadź swój pług przez kości umarłych” przeniesiona została na ekran praktycznie w skali 1:1 – ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Reżyserka zrezygnowała właściwie tylko z pierwszoosobowej narracji. Filmowi nie sprzyja czarno-biała wizja świata, w której garstka głównych bohaterów przeciwstawia się karykaturalnym wręcz myśliwym, rządzącym niewielką społecznością. Na ekranie słabo sprawdza się również sposób konstrukcji głównej bohaterki, z którą momentami naprawdę nie jest łatwo się utożsamiać. Trudno nie odnieść wrażenia że produkcja ta – poprzez swój nachalny dydaktyzm – przynieść może efekt odwrotny od oczekiwanego, spychając na marginesy „poważnego” dyskursu bardzo istotne problemy, związane z ekologią i wrażliwością na krzywdę zwierząt.

 

Nie oznacza to jednak, oczywiście, że „Pokot” jest filmem całkowicie nieudanym. Z pewnością ratuje go rewelacyjna obsada – Agnieszka Mandat jako Janina Duszejko oraz świetny Wiktor Zborowski w roli Matogi. Bardzo dobrze spisują się również aktorzy młodszego pokolenia: Jakub Gierszał i Patrycja Volny. Wątpliwości może budzić jedynie sposób obsadzenia postaci znajdujących się po drugiej stronie ekologicznej barykady. Wybór Borysa Szyca, Andrzeja Konopki i Andrzeja Grabowskiego – mimo ich dobrej gry – sprawia, że obraz ten staje się całkowicie jednoznaczny. Widzom nie pozostawiono miejsca na jakiekolwiek dylematy, a odpowiedzi na wszystkie pytania otrzymują oni właściwie na tacy.

 

Dużym atutem „Pokotu” są przepiękne krajobrazy Kotliny Kłodzkiej (zdjęcia kręcono między innymi w Bystrzycy Kłodzkiej i okolicach Długopola-Zdroju). Joannie Dylewskiej i Rafałowi Paradowskiemu udało się pokazać niemal magiczną atmosferę tych terenów.

Piękne zdjęcia i świetni aktorzy to jednak w kinie jeszcze nie wszystko. Tak jak Olga Tokarczuk ma w swym dorobku książki lepsze niż „Prowadź swój pług...” (by wspomnieć choćby genialne „Księgi Jakubowe”), tak i Agnieszka Holland stworzyła już lepsze filmy niż „Pokot”. Jak na kino z tak dużymi artystycznymi ambicjami, produkcja ta oferuje widzom po prostu zbyt mało.









Barbara Englender