Już sam plakat filmu „PolandJa”, ukazujący 10 portretów na biało-niebieskim tle, prowokuje uczucie lekkiego déjà vu. Czy komedia Cypriana T. Olenckiego – zgodnie z zapowiedziami producentów – ma szanse powiedzieć coś nowego o Polsce?

 

Pomysł na ten film był prosty: losy kilkorga bohaterów miały złożyć się w barwną, momentami słodko-gorzką, opowieść o życiu w naszym kraju na początku XXI wieku. Wśród postaci znajdziemy między innymi imprezowicza (w tej roli Jakub Gierszał), którego los uczynił opiekunem egzotycznego gada, statecznego profesora (Jerzy Radziwiłowicz), próbującego skorzystać z usług „pań do towarzystwa”, pracowników korporacji (Izabela Kuna i Grzegorz Małecki) czy zabieganego biznesmena (Szymon Bobrowski), nie mającego czasu na uczestniczenie w życiu własnej córki.

 

Punktem wspólnym dla wszystkich opowieści ukazanych w filmie jest niewielki lokal z kebabem. Wybór to, oczywiście, nieprzypadkowy. Ambicją twórców było wszakże stworzenie komedii na wskroś aktualnej, dotykającej bieżących problemów – nie tylko kraju, ale i całego świata. Stąd też w fabułę wpleciony zostaje niewielki wykład na temat globalizacji i wielokulturowości, wygłaszany przez studentkę, zdającą niecodzienny egzamin. Z ambicji tych na ekranie jednak zostaje niewiele. Nieliczne są również zabawne sytuacje, a głównym odczuciem towarzyszącym seansowi jest myśl, że wszystko to już gdzieś widzieliśmy – i to wielokrotnie.

 

„PolandJa” to film, w którym wątki przeplatają się jak w kalejdoskopie. Mimo zastosowania tego chwytu, obraz okazuje się nie tylko schematyczny, ale i niemiłosiernie nudny. Twórcy próbują go co prawda zdynamizować głośną muzyką, jednak przy tak słabym scenariuszu to po prostu nie wystarcza. Poszczególne wątki rozłażą się w szwach, a część z nich niespodziewanie urywa się bez śladu. Cóż z tego, że historii ukazanych w filmie jest tak wiele, skoro każda z nich okazuje się zupełnie o niczym? Żadnego z bohaterów nie mamy szansy lepiej poznać, polubić czy zrozumieć. Żeby było, nomen omen, śmieszniej, każda z tych papierowych postaci okazuje się dojmująco smutna. Jeśli „PolandJa” to rzeczywiście komedia, to wyjątkowo ciężka.

W filmie „PolandJa”, niczym w soczewce, skupiają się nie tyle codzienne rozterki Polaków, ile raczej problemy nękające kino: niedostatki scenariuszowe, sztampa i wtórność. Twórcy co prawda rewolucji nie obiecywali, deklarowali jednak, że będzie „ostro, zabawnie i wzruszająco”. Żadnego z tych określeń do „PolandJi” nie da się jednak przypisać.








Barbara Englender