Mitologia, science-fiction i nowoczesne kino superbohaterskie. Mieszanka, którą proponują twórcy nowej odsłony „Thora”, to prawdziwy koktajl, pełen efektów specjalnych i kulturowych odniesień. Tylko czy takie połączenie na dłuższą metę może być strawne?

Komiksowy odpowiednik nordyckiego boga piorunów w uniwersum Marvela narodził się już w 1962 roku. Choć pojawiał się w animacjach serii Avengers, na swój „własny” film przyszło mu czekać prawie 50 lat. Kolejna kontynuacja „Thora” (po produkcji „Thor: Mroczny świat” z roku 2013) wnosi do tej historii zupełnie nową nutę komedii podszytej autoironią w stylu „Strażników galaktyki”.

O ile jednak „Strażnicy...” charakteryzowali się pewną lekkością i spójnością fabuły, o tyle w przypadku „Thora” obydwa te elementy wyraźnie niedomagają. Poszczególne wątki zupełnie się ze sobą nie kleją, a kolejni bohaterowie – znani z Marvelowskich produkcji – pojawiają się w filmie bez żadnego fabularnego uzasadnienia. Również humor sprawia wrażenie dopisanego na siłę. W praktyce „Thor: Ragnarok”nie jest ani pełnoprawną komedią, ani też zapierającym dech w piersiach widowiskiem, osadzonym w mitologicznej (czy też kosmicznej) rzeczywistości. To filmowy kolaż w którym kolejne elementy do siebie nie pasują. Choć scenariusz opowiada – w największym uproszczeniu – o ratowaniu świata przed apokalipsą, to, paradoksalnie, najbardziej brakuje tu emocji.

Trzeba jednak przyznać, że sama realizacja filmu – także od strony wizualnej – wypada profesjonalnie. Z „Thora...” obronną ręką wychodzą również aktorzy. Szczególnie dobrze prezentuje się Cate Blanchett jako główny czarny charakter. Nieźle spisuje się duet Chris Hemsworth i Tom Hiddleston. Wśród odtwórców ról drugoplanowych zobaczymy też Benedicta Cumberbatcha jako doktora Stephena Strange'a (którego wątek jest raczej dodatkowym smaczkiem, niż pełnoprawnym elementem opisywanej historii).



„Thor: Ragnarok” to dość bezrefleksyjna rozrywka, pozwalającą oderwać się od rzeczywistości i przenieść w barwny świat pełen efektów specjalnych. Jednocześnie jednak, film nie oferuje nic więcej. Dla fanów uniwersum Marvela to siłą rzeczy pozycja obowiązkowa, dla pozostałych widzów – niekoniecznie...

Ocena:  5,5/10








Barbara Englender