„Człowiek jest w stanie zobaczyć tyle, ile sobie uświadomi” – ta myśl z „Teorii widzenia” wielokrotnie pojawia się w „Powidokach” Andrzeja Wajdy. Ostatni film tego reżysera, oparty na biografii awangardzisty, Władysława Strzemińskiego, to opowieść nie tylko o sztuce, ale właśnie również o świadomości.

 

W jednej z początkowych scen okno artysty zasłonięte zostaje czerwoną płachtą – elementem wielkiej podobizny Stalina. By tworzyć, Strzemiński musi przeciąć płótno i wpuścić do pokoju trochę światła. Obraz ten najlepiej chyba pokazuje sposób, w jaki system komunistyczny wkroczył w życie malarza. Co jednak bardzo cenne, Wajda dobitnie podkreśla, że ów „system” nie jest bytem abstrakcyjnym – wszystkie decyzje, które mają na celu zgnębienie Strzemińskiego, wydawane są przez konkretnych ludzi.

 

Bogusław Linda, wcielający się w tytułową rolę, w bardzo wiarygodny sposób buduje portret człowieka toczącego z góry przegraną wojnę. Ciekawie rysuje się również wątek relacji między Strzemińskim a jego córką (w tej roli Bronisława Zamachowska), a także wielkiej nieobecnej tego filmu – Katarzyny Kobro. Fakt, że postać ta funkcjonuje jedynie w domysłach i opowieściach innych bohaterów, dodaje jej dramatyzmu i robi naprawdę silne wrażenie.

 

„Powidoki” to – jak na opowieść o Strzemińskim – film zaskakująco realistyczny. Nie oznacza to jednak, że w sferze obrazu niewiele się dzieje – momentami dzieje się aż zbyt dużo. O ile wspominana tu już prosta metafora czerwonego płótna świetnie się broni, o tyle nie wszystkie tego typu zabiegi wychodzą filmowi na dobre. W „Powidokach” wiele jest scen, które w swym patosie okazują się zbyt dosłowne. Słabszym punktem jest również prosty, a równocześnie nieco przegadany, scenariusz. Być może jednak wystarczyłoby zadbać o ostrzejszy montaż...

Etykieta „ostatniego filmu Andrzeja Wajdy” sprawia, że produkcji towarzyszą ogromne oczekiwania. Czy „Powidoki” mają szansę im sprostać? Nie da się ukryć, że film pozostawia niedosyt. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że poprzeczka zawieszona była naprawdę wysoko. Mimo braków, „Powidoki” to wciąż obraz ważny, a przy tym sugestywny, zapadający w pamięć.









Barbara Englender