King Kong to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury. Od czasu słynnego filmu z 1933 roku powstało mnóstwo wersji opowieści o losach gigantycznej małpy. Jak na tym tle plasuje się najnowsza produkcja Jordana Vogt-Robertsa — „Kong: Wyspa Czaszki”?

 

Akcja filmu przeniesiona zostaje w lata 70., tuż po zakończeniu wojny w Wietnamie. Oddział amerykańskiego wojska przed powrotem do domu ma wykonać jeszcze jedną, niewielką misję: zapewnić ochronę naukowcom, pragnącym zbadać nieznaną wyspę w kształcie czaszki.

 

Najnowszy „Kong...” w wielu elementach nawiązuje do fabuły stworzonej 80 lat wcześniej. Mamy więc tu grupę cywilów (wśród nich, oczywiście, urocza blondynka), stających oko w oko z nieprzyjazną wyspą pełną dziwnych stworzeń. Mamy również Konga — wielkie, agresywne zwierzę, siejące spustoszenie wśród osób odbywających misję. „Wyspa Czaszki” nie jest to jednak w żadnej mierze remake czy sequel klasycznego filmu.

 

Produkcja wyzyskuje na nowo znane popkulturowe wątki. Kontekst wojny w Wietnamie sprawia, że film jest bardzo brutalny, a jednym z najważniejszych jego elementów staje się zaciekła walka o przetrwanie w dżungli pełnej gigantycznych zwierząt. Jednocześnie jednak, jest to obraz o silnym (ale nienachalnym) proekologicznym przesłaniu i przyjemnym dla oka klimacie lat 70.

 

„Kong: Wyspa Czaszki” to przede wszystkim produkcja stworzona z ogromnym rozmachem. Nie można odmówić jej świetnie wykonanych efektów specjalnych czy brawurowych scen walki. Na przyzwoitym poziomie jest również gra aktorska. Na ekranie zobaczyć można Toma Hiddlestona, Samuela L. Jacksona, Brie Larson czy Johna Goodmana.

 

Piękne zdjęcia i ciekawe rozwiązania związane z montażem obrazu momentami ześlizgują się jednak w stronę popkulturowego kiczu. Bardzo podobnie jest ze scenariuszem — choć został on poprawnie napisany (film trzyma w napięciu praktycznie przez cały seans), to jednak nie brak tu rozwiązań schematycznych i typowo hollywoodzkich. Chciałoby się rzec: takie prawa gatunku.

Najnowsza opowieść o King Kongu to, po prostu, rzetelne kinowe rzemiosło. Zwiastuny filmu obiecywały serię „strzelanek” w zapierającej dech w piersiach tropikalnej scenerii. I taki właśnie jest „Kong...”.









Barbara Englender