Najbardziej wyczekiwany kryminał tego sezonu jest już w kinach. Czy „Pierwszy śnieg”, oparty na bestsellerowej powieści Jo Nesbo, spełnia pokładane w nim nadzieje?

Sam pomysł na tę ekranizację był dość ryzykowny – za sprawą producenckich decyzji na ekrany trafia od razu siódma część wielotomowego cyklu. „The Snowman” (bo taki jest oryginalny tytuł filmu) wprowadza widzów tym samym w środek powieściowej historii Harry'ego Hole'a – policyjnego detektywa o wielkiej renomie i równie wielkich problemach osobistych, który staje oko w oko z seryjnym mordercą. W tej sytuacji stworzenie spójnego scenariusza, który nie streszcza poprzednich części, ale zarazem nie pomija motywacji głównych bohaterów, było nie lada wyzwaniem. I trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie scenariusz jest najsłabszym ogniwem tej produkcji.

Dobry kryminał powinien być jak kula śnieżna – w miarę rozwoju akcji kumulując zagadki i potęgując napięcie. W przypadku filmu Tomasa Alfredsona ta kula – świetnie rozpędzona w pierwszych scenach – dość szybko wyhamowuje. Poboczne wątki realizowane są nieco chaotycznie (część z nich urywa się bez wyjaśnienia), a sposób prowadzenia głównej intrygi (zwłaszcza jej zakończenie) dla wielu może okazać się rozczarowaniem. Mimo tych niedociągnięć, „Pierwszy śnieg” nie nudzi. Kilka filmowych scen, szczególnie tych zawartych na początku, potrafi naprawdę ścisnąć za gardło.

Głównym atutem tej ekranizacji jest trafnie oddany nastrój skandynawskiego kryminału. Znajduje on swe odzwierciedlenie nie tylko w wizualnej warstwie filmu (choć zdjęcia mroźnej, listopadowej Norwegii zdecydowanie cieszą oko), ale i w chłodnej, zdystansowanej narracji. Świetnie sprawują się aktorzy. Michaelowi Fassbenderowi, w roli detektywa, partnerują Rebecca Ferguson oraz Charlotte Gainsbourg. Na dalszym planie pojawia się także J.K. Simmons i Val Kilmer.

„Pierwszy śnieg” to produkcja, która mogła być prawdziwym hitem – uwagę widzów gwarantuje już wszakże samo nazwisko Jo Nesbo na plakatach. Niestety, powstał kinowy „średniak” – film, który całkiem przyjemnie się ogląda, ale równie szybko się o nim zapomina.

Ocena:  6,5/10








Barbara Englender