Niespodziewany przebieg spotkania Polska-Armenia

Kilka dni temu Rumuni rozgromili Ormian 5:0 Podobnego wyniku spodziewali się wczoraj kibice Biało-Czerwonych zgromadzeni na Stadionie Narodowym w Warszawie. Pierwsza połowa zakończyła się jednak bezbramkowym remisem. Stało się tak pomimo tego, że reprezentacja Armenii od trzydziestej minuty grała w osłabieniu po tym, jak drugą żółtą kartkę, a więc w efekcie czerwoną, zobaczył Gael Andonian, raz po raz brutalnie faulujący Łukasza Teodorczyka.

Kiedy tuż po przerwie samobójczą bramkę strzelił pilnujący Roberta Lewandowskiego Hrajr Mkojan, kibice byli przekonani, że polska drużyna trafi na właściwie tory. Tymczasem dwie minuty później to Ormianie trafili do polskiej bramki. Marcos Pizzelli pokonał Łukasza Fabiańskiego strzałem z rzutu wolnego i uciszył zgromadzoną na Stadionie Narodowym publiczność.

Przez następne czterdzieści minut polscy piłkarze atakowali nieustannie i nieskutecznie. A kiedy w doliczonym czasie gry Ormianom udało się wyprowadzić szybką kontrę, mogło się skończyć na 2:1 dla gości. Na szczęście Aras Oezbiliz nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji. Za to chwilę później reprezentanci naszego kraju wykorzystali swoją ostatnią szansę. Po idealnym dośrodkowaniu Jakuba Błaszczykowskiego, gola strzelił Robert Lewandowski. To była ostatnia sekunda meczu.