Chęć zatrzymania młodości to jedno z odwiecznych ludzkich pragnień. Czy wraz z rozwojem medycyny i technologii poznamy przepis na wieczną młodość?

Terapie znane od wieków

Na początku 1954 roku Pius XII zaprosił do swojego pałacu w Castel Gandolfo znanego szwajcarskiego znachora Paula Niehansa. Papież był słaby, miał zapalenie błony śluzowej żołądka. Niehans zastosował leczenie zwane terapią komórkową, które w połowie wieku zyskało popularność wśród gwiazd, artystów i polityków.

Polegała ona na tym, że od ciężarnej owcy pobierano komórki płodu i wstrzykiwano je słabemu choremu. Pius XII otrzymał całą serię takich zastrzyków. W efekcie poczuł się nie tylko zdrowszy, ale i odmłodzony. Niehans został w podziękowaniu powołany do Papieskiej Akademii Nauk. Jednak nawet jeśli leczenie zadziałało, jego skutki nie utrzymały się długo, ponieważ Pius zmarł cztery lata później.

„Clinique La Prairie” Niehansa nadal działa, przynosząc dochody rzędu dziesiątków tysięcy dolarów za każdy tygodniowy „program rewitalizacyjny”. Dziś jednak elita pacjentów przerażonych widmem śmierci domaga się bardziej naukowych rozwiązań. Z tego względu inwestor Peter Thiel jest podobno bardzo zainteresowany krwią młodych osób. Opierając się na starym pomyśle zwanym parabiozą, opracował terapię, która wzbudziła nowy entuzjazm. Stało się to po tym, jak w dokumencie z 2013 roku wykazano, że białko bogate w młodą krew sprawiło, że stare myszy odzyskiwały siły. Ten sam dokument sprawił, że firma Ambrosia może podawać starszym pacjentom surowicę z krwi dawców w wieku od 16 do 25 lat za kwotę 8 000 dolarów.

Kolebka wiecznego życia

Za modami rewitalizacji podąża również wiele zespołów w Dolinie Krzemowej i regionach, które ją naśladują. Naukowcy uważają, że kod starzenia się może zostać zhakowany, a śmierć – stać się zjawiskiem fakultatywnym.

Jednym z wyznawców tego twierdzenia jest Daniel Gross – partner w Y Combinatorze, który zachęca innych do przedłużenia swojego życia. Z tego samego powodu odkrywca Ray Kurzweil połyka 100 suplementów dziennie, by przeżyć wystarczająco długo, aby móc skorzystać z nowych rozwiązań, mających zostać opracowanych do około 2045 roku.

Nie trzeba być jednak nawiedzonym prorokiem posthumanizmu, by życzyć sobie jeszcze kilku dodatkowych lat. Do chwili obecnej ludzkość robi niewielkie postępy w przedłużaniu zewnętrznej granicy ludzkiego życia. Wprawdzie żyjemy dłużej, ponieważ możemy pozwolić sobie na lepsze odżywianie i skuteczne leczenie, jednak maksymalny zgłaszany wiek w chwili śmierci ustabilizował się na granicy około 115 latach. Jednak tym, co jest kuszące i rozwija nadzieje na przyszłość, jest przełom w przedłużaniu zdrowego życia innych gatunków.

Świat zwierząt daje przykład

Dwie dekady temu badaczka Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, Cynthia Kenyon, wykazała, że mutacja w pojedynczym genie pozwala, by glisty żyły dwa razy dłużej. W Massachusetts Institute of Technology biolodzy Leonard Guarente i David Sinclair odkryli zaś, że klasa genów zwana sirtuinami reguluje długowieczność w szerokim zakresie organizmów. Ograniczenie kalorii drożdży sprawiło, że znacznie wydłużono ich żywotność, te same działania w wersji dla ssaków spowodowały, że zwierzęta żyły dłużej i miały znacznie mniej chorób związanych z wiekiem.

Jednak w przeciwieństwie do wszystkich przypadków zakończonych sukcesem eksperymentów ze zwierzętami, starzenie się ludzi wciąż jest problemem, któremu przemysł biomedyczny i jego agencje regulacyjne nie są w stanie sprostać.

Co ciekawe, to właśnie testowanie leków na przedłużenie życia ludzkiego, nie leczenie chorób, jest bardziej kosztowne i czasochłonne. Jak mówi Sinclair, badanie procesu starzenia rozwija się naukowo, lecz odczytywanie wyników leczenia jest słabo finansowane. W porównaniu z chorobami serca i cukrzycą, środki przeznaczone na badanie procesu starzenia się wynoszą w najlepszym razie sto do jednego. Wystarczy jednak choć jeden sukces, aby zmienić sposób myślenia ludzi.

Nie daj się starości!

Jak dotąd poszukiwanie eliksiru młodości utknęło w martwym punkcie i próżno wypatrywać sukcesów na tym polu. Nawet Elixir Pharmaceuticals, firma założona przez Kenyona i Guarente specjalnie w celu opracowania terapii ukierunkowanych na badanie starzenia, nie stworzyła takiego leku. Spółka Sirtris, założona przez Sinclaira, również nie odniosła sukcesu. Nawet potwierdzona w badaniach teoria ograniczania kalorii, która jest najlepszym sposobem na wydłużenie życia organizmów od drożdży do myszy, nie skutkowała stworzeniem dopuszczonych do użytku leków, wykorzystujących geny aktywowane przez ograniczenie kalorii, ponieważ nie zostały one zatwierdzone przez federację leków.

Wciąż jest pojawia się mnóstwo kuszących tropów. Niektórzy aspirujący do miana nieśmiertelnych od dawna przyjmowali resweratrol – związek znajdujący się w czerwonym winie, który aktywuje sirtuiny. Pionier komórki macierzystej – Robert Hariri – próbuje wykorzystać metforminę – lek na cukrzycę. Krążą również plotki o alternatywnym zażywaniu rapamycyny – silnego środka, który zapobiega odrzuceniu przeszczepu narząd, hamując kluczową ścieżkę metaboliczną zwaną mTOR, która ogranicza przyswajanie kalorii, inicjując proces, w którym dysfunkcyjne składniki komórkowe ulegają degradacji i recyklingowi. Jednak nie jest to do końca bezpieczne – nikt stary ani chory nie powinien przyjmować rapamycyny bez powodu, ponieważ osłabia ona działanie układu odpornościowego.

Nawet jeśli powyższe pomysły zostaną opracowane do postaci komercyjnych leków, nie oznacza to automatycznego magicznego przesunięcia granic długości ludzkiego życia. Na razie nie wynaleziono sposobu na zablokowanie procesu starzenia. Nawet medyczne odkrycia nie pomagają zatrzymać obrażeń naszych komórek i uszkodzeń DNA, prowadzących do chorób komórkowych. Telomery, które zamykają nasze chromosomy, skracają się i strzępią, ograniczając możliwość dalszych podziałów komórkowych.

Nowe terapie mają zmierzać do zachowania naszego zdrowia w takim stanie, abyśmy mogli żyć dłużej. Gerontolodzy nazywają to „kompresją zachorowalności” i traktują jako ewentualne osiągnięcie humanitarne. Wówczas w krajach uprzemysłowionych starość nie oznaczałaby już cierpienia i izolacji. To jednak wymaga kolejnych eksperymentów i zatwierdzonych terapii, niezależnie od ich wysokiej ceny.