Wielki finał

Para HyperAdapts zmaterializowała się. Z końcem lipca pojawiły się pierwsze egzemplarze. Na tym etapie nawet Beers zmieniła się w testera. Wzięła dla siebie parę HyperAdapts i nosiła je każdego dnia, chcąc poznać każde wyzwanie, przed którym staną konsumenci.

Pełna nazwa tenisówek to HyperAdapt 1.0. W dodaniu cyfry nie ma patosu z Doliny Krzemowej. Jest to jedynie sugestia, że to dopiero początek, jeden z produktów w całej serii Nike. To również zapowiedź, że „kuchnia” pracuje już nad kolejnymi wersjami, które dostosowują się automatycznie do stopy.

 

Nike nie zatrzymuje się jednak wyłącznie na sznurówkach. Jest w trakcie opracowywania innych żyjących części buta. Miałby on automatycznie dostosowywać oddychalność cholewki i amortyzację w podeszwie. Na pytanie, jak to będzie działać, Hatfield odpowiada tajemniczo: „nie powiem, cały pomysł jest fragmentem nowych technologii, internetu przedmiotów”.

Myślenie o nowym obuwiu sportowym od zawsze zmierzało w kierunku poprawienia wyników i ochrony ciała sportowca. Powiedzenie koszykarzy głosi: „Jeśli grasz przez trzy godziny, tylko przez godzinę twoje trampki powinny być zawiązane. Resztę czasu, kiedy wykonujesz rzuty wolne, skoki do piłki czy siedząc na ławce, poluzuj swoje buty”. Gracze NBA rzadko jednak stosują się do tej zasady – zwykle dzień po dniu torturują nogi, a one coraz bardziej chorują.

 

W jednym z ostatnich testów, przeprowadzonych przez Beers, dwie drużyny wybrały się do centrum sportowego, aby pograć w koszykówkę. Jedna z nich założyła HyperAdapts, druga – zwykłe tenisówki. Beers obserwowała uważnie, oceniając z perspektywy antropologa, jak pracują stopy obu drużyn. Kiedy gracze założyli HyperAdapt, te zawiązały się, zasysając powietrze wokół nóg. Każdy gracz dodatkowo naciskał przyciski, aby jeszcze lepiej zasznurować trampki. Sportowcy byli bardziej radośni, a za każdym razem celnym rzutem do kosza krzyczeli: „To buty!”. Beers natomiast wszystko skrzętnie notowała w swoim notatniku.