Nastała era autonomicznych pojazdów bez kierowców. Czy idea autonomicznego autobusu szkolnego jest zatem przedwczesna? Czy opinia publiczna jest w stanie zaakceptować taki transport? Na ile bezpieczne jest to rozwiązanie dla najmłodszych członków społeczeństwa?

Przyszłość to dziś

Hannah to samojezdny autobus szkolny Teague’a – studia projektowego z Seattle, znanego ze współpracy z Boeingiem i Nike. Jego powstanie poprzedziły miesiące badań i tysiące wersji fantastycznej, prowadzącej się samodzielnie kapsuły, która może pomieścić jednorazowo do sześciorga dzieci.

Nowy autobus szkolny przygotowany jest na wszelką ewentualność. Przykładowo, kiedy dzieci zaczną rozrabiać podczas jazdy, osoba dorosła może porozmawiać z nimi za pomocą domofonu. Ponadto, w razie wypadku, pojazd może zostać przekierowany do szpitala, o ile zajdzie taka potrzeba.

Hannah porusza się zarówno do przodu jak i do tyłu – podobnie jak pociąg. Jak zapewniają jego twórcy, rodzice mogą czuć się naprawdę komfortowo, przekazując opiekę nad dziećmi autonomicznym pojazdom tego typu.

Wirtualna rada rodziców

Badanie przeprowadzone przez Pew Research Center w maju tego roku pokazało, że 39 procent rodziców było bardzo entuzjastycznie nastawionych do koncepcji pojazdu bez kierowcy. Jednak ponad połowa (53 procent) wyrażało obawy z związku z tym faktem. To znak, że autobusy szkolne są pojazdami, które najwolniej zdobywają akceptację społeczeństwa spośród wszystkich opracowywanych obecnie pojazdów autonomicznych.

Opóźnienie widoczne jest również w dostosowywaniu tego typu transportu do nowych koncepcji.

– Technologia zazwyczaj opracowywana jest dla samochodów, a dopiero mniej więcej pięć lat później jest przenoszona na pojazdy użytku publicznego – ocenia Fred Andersky, który nadzoruje dział marketingu firmy samochodowej Bendix Commercial Vehicle Systems. – Ponadto szkolne autobusy mają zwykle 10 lat używania za sobą. Zaś powietrzne hamulce tarczowe i technika kontroli stabilności jest dostępna w autobusach szkolnych zaledwie przez ostatnich kilka – dodaje.

Bezpieczeństwo priorytetem

Jest kilka powodów dla których tak się dzieje. Po pierwsze, obecne autobusy szkolne są wyjątkowo bezpieczne. Według raportów, dzieci jeżdżące nimi do szkoły mają o ponad 70 procent większe szanse na bezpieczną podróż niż w czasie jazdy z rodzicami. Stąd też większość władz zadaje sobie pytanie: jeśli jest mało awarii, po co wydawać środki na technologię?

Największe zagrożenie obecnie występuje, gdy dzieci wchodzą do autobusu i z niego wysiadają. Rozwiązanie tego problemu przewidziała już jednak samojezdna kapsuła. Będzie tak mała, że zatrzyma się bezpośrednio na podjeździe szkolnym i dzieci nie będą musiały w ogóle przechodzić przez ulicę.

Ponadto projektant zaplanował w środku pojazdu system rozpoznawania twarzy, aby zapewnić, że dzieci wsiądą do właściwego autobusu. Pojazd, mając listę uczniów, może nawet przypominać zapominalskim, że o tej porze powinni być na zajęciach. Twórcy mają także pomysł na ekonomizację Hannah. W ciągu dnia, kiedy dzieci są w szkole, kapsuła może być używana na przykład do dostarczania przesyłek przez firmy kurierskie.

Studio projektowe nie zakłada, że już dzisiaj będzie budowało autonomiczny autobus, ale nie zmienia to faktu, że prototyp istnieje, a przez najbliższe lata zapewne będzie jeszcze udoskonalany. A wy co myślicie o samojezdnym samochodzie? Odważylibyście się wysłać nim swoje dzieci do szkoły?