Wysyp burz, które w zeszłym roku pozbawiły miliony ludzi usług telefonicznych ujawniły, jak ta technologia jest wrażliwa na ekstremalne warunki pogodowe. Dlatego niektóre firmy próbują wykorzystać jeden z najważniejszych wynalazków tej dekady – zdalnie sterowane drony – jako tymczasową pomoc.

Moc w komórce

Na małym lotnisku miejskim niedaleko plaż południowego New Jersey w zeszłym tygodniu Verizon przetestował bezzałogowy samolot o wadze 90 kg z rozpiętością skrzydeł o długości 5 metrów, niosący latające usługi komórkowe przeznaczone dla obszaru, który stracił zasięg.

– Tego typu usługa może  być najszybszym sposobem dostarczenia bardzo potrzebnej pomocy pierwszym reagującym w terenie – mówi Christopher Desmond, główny inżynier sieci Verizon.

Test jest najnowszym z serii ćwiczeń, które Verizon prowadzi z dronami od 2016 roku. Celem operatora jest dostarczenie precyzyjnego „stożka zasięgu” pierwszym ratownikom, którzy proszą o pomoc w komunikowaniu się po katastrofie. Taka komunikacja może oznaczać życie lub śmierć mieszkańców obszarów dotkniętych huraganem. Po huraganach Irma i Maria, które nawiedziły Puerto Rico jesienią około 90% sieci komórkowych na wyspie zostało zniszczonych.

Pierwsze testy

Pierwsi ratownicy testują te bezzałogowe zdalnie sterowane samoloty podczas innych katastrof, wykorzystując je do skanowania zalanych budynków, wycieków ropy i gazu oraz pożarów, a także do pomocy w poszukiwaniach i ratownictwie.

Amerykański Departament Spraw Wewnętrznych oświadczył we wtorek, że nabywa 50 małych dronów, które będą pomagały podczas klęsk żywiołowych, w tym w mapowaniu pożarów. W zeszłym roku wykonano prawie 5 000 lotów bezzałogowych i oczekuje się, że w tym ilość ta wzrośnie o 50%, ponieważ dodatkowo ustawiono reakcję na powodzie, pożary i inne sytuacje awaryjne. Pełniący obowiązki szef federalnej administracji lotniczej Dan Elwell nazwał integrację dronów w przestrzeni powietrznej „narodowym priorytetem”, który w następstwie ostatnich huraganów „stał się dosłowną liną życia”.

Pierwszą w życiu nocną operację dronów przeprowadził we wtorek National Safety Board w ramach śledztwa po katastrofie autobusowej w pobliżu Loxley w stanie Alabama, aby zeskanować scenę wypadku. Drony zapewniają również pomoc medyczną w trudno dostępnych miejscach. Na przykład w Ruandzie zrzucały tornistry krwi do potrzebujących szpitali, skracając czas dostawy z godzin na minuty. W Arizonie naukowcy z Johns Hopkins przeprowadzili ostatnio badania krwi na ponad 160 milach pustyni, przeprowadzając trzygodzinne loty w małym bezzałogowym statku powietrznym z kontrolowaną temperaturą.

Kontrowersje prawne

Postęp w używaniu dronów w sytuacjach awaryjnych kontrastuje z początkowymi zastrzeżeniami dotyczącymi obaw o bezpieczeństwo. Po pierwsze obawiano się ewentualnych naruszeń prywatności spowodowanych nadmiernym wykorzystaniem lotów.

– Z technicznego punktu widzenia jesteśmy w stanie wykonać wszystkie te misje – mówi David Yoel, założyciel i dyrektor generalny American Aerospace Technologies w Conshohocken, właściciel firmy Drone Verizon, której użyto w testach na Cape May.

Pierwszych ratowników trzeba uświadomić, że drony są dostępne w nagłych wypadkach i uczyć ich, jak je rozmieścić po katastrofie w świecie rzeczywistym. Firmy takie jak American Aerospace uczestniczą w ćwiczeniach i symulowaniu katastrof oraz podpisują umowy serwisowe z Verizon lub innymi partnerami, aby być w gotowości, gdy zajdzie potrzeba.


W czasie huraganu Irma Verizon trzymał w trybie gotowości sześciu dostawców dronów, w tym American Aerospace. Nasilenie ostatnich sztormów zachęciło niektórych badaczy do innowacji. Po tornadzie, który zniszczył Hattiesburg. W 2013 roku lokalny uniwersytet opracował dron-karetkę, który dostarcza zestaw medyczny z inteligentnymi okularami do noszenia przez osobę postronną, co pozwala zdalnemu lekarzowi nakierować osobę, aby użyła zestawu.


– Może jednak minąć trochę czasu, zanim odsiecz pojawi się w tego rodzaju ważnych wydarzeniach – mówi Italo Subbarao.