Pod koniec ubiegłego tygodnia obok biura firmy Snap Inc. w Venice w Kalifornii pojawił się tajemniczy dystrybutor do samoobsługowej sprzedaży. Za 130 USD były w nim dostępne Spectacles – nowe okulary do fotografowania i kręcenia filmów w standardzie Snapchata, które zapowiadaliśmy w jednym z wrześniowych artykułów.

Przed automatem utworzyła się momentalnie ogromna kolejka. Wiele osób, które uplasowały się na jej końcu, próbowało przekupić oczekujących przed nimi. Bezskutecznie. Dramatyzm sytuacji wzrósł, kiedy po 24 godzinach maszyna zniknęła.

Kolejnego poranka sytuacja się powtórzyła. Nowy gadżet usiłowały nabyć tłumy oczekujących. Przy automacie czekało jeszcze więcej osób niż pierwszego dnia. Wszyscy mieli miny smutne, ale jednocześnie pełne nadziei. Cześć osób próbowało nabyć więcej niż jedną parę, by zdobyć Spectacles zarówno na własne potrzeby, jak i w celu odsprzedaży. W pewnej chwili ktoś krzyknął: „mam dwie pary – niebieskie i różowe – 600 dolarów za parę, 1100 za dwie”. I w ten właśnie sposób mój przyjaciel-dziennikarz stał się właścicielem swojej własnej pary wideookularów.

Spectacles to pierwsze okulary z wbudowaną kamerą, jakie kiedykolwiek powstały. Jak wszystko, co robi firma Snap Inc., są one jednocześnie proste i dziwne. Wytwarzane w jednym rozmiarze (oversized), okrągłe, plastikowe i pozostające zdecydowanie w typie Willego Wonka, łączą się z soczewkami z kamerą wideo o polu 115 stopni. Naciskasz przycisk na lewej skroni, a okulary upamiętniają przez 10 sekund wszystko to, co widzisz, w doskonałym formacie.

Swoje wideowspomnienia możesz udostępniać swoim znajomym, którzy do ich odtworzenia mogą wykorzystać swój telefon. Wystarczy zsynchronizować nagrania do nowego folderu Specs, by później edytować je i przesyłać tak jak wszystkie inne aplikacje. Łączysz się z nim przez naciśnięcie przycisku, po tym, jak za pomocą własnego Snapkodu stworzysz swoje unikatowe konto. Trwa to chwilę i chyba nie mogłoby być prostsze. Od chwili założenia konta po prostu dotykasz przycisku, pstrykasz, a aplikacja automatycznie przenosi cię do sekcji wspomnień w aplikacji Snapchat. Sam transfer może być wolniejszy – przez aplikację Bluetooth – lub szybszy – za pomocą sieci Wi-Fi. Tak czy inaczej, cała operacja jest zupełnie bezproblemowa.

 

 

Chwilę zajmuje natomiast przyzwyczajenie się do myśli, że aparat widzi świat dokładnie tak jak Ty. To niezwykłe, że nie trzeba się już ustawiać do robienia zdjęć – wystarczy spojrzeć i pstryknąć. Naprawdę masz ochotę patrzeć na wszystko, co cię otacza, własnymi oczami. Co więcej, aparat jest zdecydowanie szybszy niż jakikolwiek inny używany do tej pory. Nie musisz planować, szukać ujęć, uruchamiać ani odblokowywać. Wystarczy nacisnąć przycisk i łapać momenty!

Po naciśnięciu przycisku zapala się białe światło, jasne na tyle, że widać je lewym okiem – to wskaźnik nagrywania. Po chwili zaczyna ono migać, informując, że zdjęcie zostało zrobione. Jeśli nie skończyłeś, należy przytrzymać przycisk przez kolejne 10 sekund. Każdy, kto na Ciebie patrzy i widzi białe światło, jest pewien, że nagrywasz.

Nowy, szeroki widok jest niesamowity, a jeśli dodatkowo przechylasz telefon na boki – możesz uzyskać więcej obrazu niż trzymając telefon pionowo. Sprawia to, że oglądanie Snapa jest doskonale interaktywne i będzie z pewnością inspirować różne rodzaje sztuki, które wykorzystują zdolność widzenia większego kadru. Gdy nie używasz okularów, wędrują one do żółtej, nakrapianej i utwardzanej kasetki, której używasz również jako ładowarki.

Okulary to zabawka, nowinka, gra kolorów, a także element wyczekiwania przy samoobsługowym automacie do sprzedaży – a więc wszystko, co przyczynia się do wywołania potrzeby posiadania. Google Glass starał się zmienić świat, Spectacles umożliwił wyłącznie jedną, małą, choć jak rozrywkową funkcję. Snap Inc. ma jednak długą historię, więc kto wie, co jeszcze zaproponuje swoim uzytkownikom w przyszłości?