Czas na „chude lata”

 

Bez masła niektórzy nie wyobrażają sobie śniadania. Niewyobrażalna stała się również jego cena, która wzrosła w tym miesiącu dwukrotnie. 22 złotych – tyle aktualnie zapłacimy za kilogram masła w hurcie. To o 72% więcej niż w ubiegłym roku. Obecnie już nawet w dyskontach zapłacimy około 5–6 złotych za kostkę. To poziomy cen dalece odbiegające od tych, do których przez lata zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Za masło zapłacą więcej nie tylko Polacy, podobną sytuację obserwujemy na zachodzie Europy, gdzie podwyżka waha się od 80 do 100%. Francuskie „Le Figaro” obawia się, że wzrosną ceny croissantów, brytyjski „Guardian” już teraz ostrzega przed niedoborami masła przed świętami Bożego Narodzenia, a niemiecki „Die Welt” bije na alarm, ogłaszając najwyższe ceny masła w najnowszej historii.

– Przyczyn wzrostu cen masła należy szukać w sytuacji na rynkach światowych. Nie bez znaczenia są też echa zniesienia kwot mlecznych w UE, a nawet obecność na rynku masła spekulantów – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

Na wysokich cenach masła korzysta polska branża mleczarska, której udało się przetrwać ostatnie „chude lata” i wskoczyć do ścisłej europejskiej czołówki. Jako, że spożycie masła na głowę mieszkańca jest w Polsce mniejsze niż w Niemczech czy Francji, część produktu musi trafiać na eksport. Chociaż jego opłacalność w ostatnim czasie rośnie, to przedstawiciele branży zapewniają, że nie zamierzają ograniczać dostaw na rynek krajowy.

– Wzrost cen masła w Polsce budzi spore emocje. Niestety, często biorą one górę nad spokojną analizą ekonomiczną skoncentrowaną na popycie i podaży. W przeciwieństwie do czasów PRL, stawek detalicznych nie ustala już Państwowa Komisja Cen, wobec czego nie warto wszystkich podwyżek wrzucać do jednego, politycznego worka. Wzrost kosztu masła w zasadniczy sposób różni się np. od spodziewanej podwyżki cen paliw, do której może dojść w wyniku ustanowienia nowej opłaty drogowej – dodaje Michał Żuławiński.

Źródło: Informacja z serwisu infoWire.pl