Tomasz Stańko we wspomnieniach

 

29 lipca nad ranem zmarł w szpitalu onkologicznym w Warszawie jeden z najwybitniejszych muzyków w historii polskiego jazzu, trębacz, kompozytor, aranżer i lider wielu zespołów. 76-letni muzyk, ceniony na polskiej i europejskiej scenie jazzowej od kilku miesięcy chorował na raka płuc.

Tomasz Stańko był jednym z najoryginalniejszych, najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych w całych dziejach gatunku. Czasami mówimy o takiej świętej „trójcy” polskiego jazzu: Krzysztof Komeda, Tomasz Stańko i Zbigniew Namysłowski. Ta „trójca” nagrała płytę „Astigmatic”, płytę wszechczasów, najważniejszą polską płytę jazzową –redaktor naczelny czasopisma „Jazz Forum” Paweł Brodowski. – Ton jego trąbki muzyka rozpoznawalny był już po kilku dźwiękach. Tomasz Stańko grał nieszablonowo, szedł własną ścieżką od samego początku, bo już jesienią 1962 roku postanowił założyć zespół Jazz Darings, uznany za jeden z pierwszych w Europie zespołów grających free jazz. Można powiedzieć, że był poetą trąbki – dodał.

– Dla mnie wiadomość o jego śmierci nie była zaskoczeniem, bo wiem, że chorował na raka płuc od kilku miesięcy. Z wielką godnością stawiał czoła chorobie. Tomasz Stańko był z natury żywiołowy i dosyć apodyktyczny, miał bardzo silne własne zdanie i opinie. Był bezkompromisowy i konsekwentny w swojej drodze muzycznej. o była muzyka, przy której można było po prostu myśleć o życiu. Zatrzymać się w pędzie. Stańko odszedł za wcześnie. Ja czekałam na jeszcze wiele jego albumów i projektów. Miał jedyne w swoim rodzaju brzmienie, piękny głos w jazzowej muzyce. Miałam takie poczucie, gdy słyszałam go w listopadzie zeszłego roku, że gdyby zdrowie mu dopisało mógłby tworzyć jeszcze przynajmniej dwie dekady – wspomina wokalistka jazzowa Aga Zaryan.

– Wracają muzyka i wspomnienia. Graliśmy razem z Komedą, przez dwa i pół roku. Stańko był ekstrawagancki, bardzo oryginalny, miał swoje własne brzmienie. Był konsekwentny pomimo niestabilności, czyli improwizacji życiowej i muzycznej. Graliśmy w Kopenhadze przez miesiąc razem z Komedą. Recenzent naszego koncertu nazwał Tomka rozszczepiaczem dźwięku. Tomek zawsze nas prowokował. Mieliśmy wszystko przygotowane, graliśmy świetnie, a on potrafił to wszystko zburzyć jedną frazą, jednym dmuchnięciem głośnej trąbki prowokował nas do grania czego innego – opowiada saksofonista i skrzypek jazzowy Michał Urbaniak. – Pamiętam zza fortepianu ten uśmiech Krzysia Komedy. To było niesamowite jak on reagował na takie rzeczy, które Tomek wyprawiał konsekwentnie. To było bardzo inspirujące. Będziemy odczuwać jego brak, chociaż zostawił bardzo dużo świetnej muzyki, która żyje z nami i będzie żyła – dodał.

– Koszmarna seria. Po odejściu Kory nie zdążyliśmy nawet złapać oddechu. To wielka strata dla polskiej muzyki – napisał na Twitterze były minister kultury Bogdan Zdrojewski.



Do odejścia Tomasza Stańko odniosła się również na Twitterze Kancelaria Prezydenta i sam prezydent Andrzej Duda.




Źródło: