Lex Adamowicz zatrzyma mowę nienawiści?

 

Po ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w mediach spekulowano o podjęciu prac legislacyjnych, które miałyby wprowadzić zmiany prawne w ustawie o imprezach masowych i ograniczenia hejtu w sieci. Jednak ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji nie potwierdziło tych informacji.

– Nie można podejmować takich decyzji pod wpływem emocji związanych z tragedią. Sceptycy uważają, że obecnie obowiązujące przepisy są wystarczające. Co najwyżej zawodzi praktyka, czyli egzekwowanie odpowiedzialności na hejterach– komentował urzędnik ministerstwa.

Jednak po tragedii w Gdańsku organy ścigania zaczęły bardziej stanowczo reagować na mowę nienawiści i groźby pojawiające się w sieci. Jak wynika ze statystyk policyjnych, od wtorku w całej Polsce policja zatrzymano kilkanaście osób, które w sieci zachęcające do ataków na polityków. Postawiono im zarzuty dotyczące nawoływania do nienawiści, kierowania gróźb karalnych czy też publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni.

– Ustalaniem, kim są autorzy wpisów naruszających prawo, zajmują się przede wszystkim policjanci z Biura do Walki z Cyberprzestępczością, które od dwóch lat działa w Komendzie Głównej, i funkcjonariusze z komend wojewódzkich, gdzie także istnieją wyspecjalizowane w tym zakresie komórki – wyjaśnia rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka.

Wbrew panującemu powszechnie przekonaniu o anonimowości hejtu w sieci, namierzenie hejtera jest bardzo proste.

– Dostawca usług musi przekazać policji dane tej osoby, ustala się IP komputera, z którego wyszedł ten wpis, a więc gdzie się logował, a potem namierza się osobę. Problem nie tkwił w ustaleniu tych danych, bo policja sobie z tym świetnie radzi, gorzej, że te sprawy są po prostu przez organy ścigania bagatelizowane – komentuje dyrektor ds. badań i rozwoju w firmie zajmującej się informatyką śledczą Mediarecovery, Przemysław Krejza.

kup artykuly platne