Aktorka zabrakła głos w sprawie aborcji

Krystyna Janda była wczoraj gościem Moniki Olejnik w programie „Kropka nad i” emitowanym w TVN24. Aktorka została zapytana o obywatelski projekt „STOP Aborcji”, zaostrzający ustawę aborcyjną.

– Słowo "poseł" w tej chwili się tak zdewaluowało, że wielu z nich trudno traktować poważnie. W każdym razie mnie obraża to, co mówią. Byłam przerażona tym, jak kobiety w Sejmie głosowały w sprawie projektów ustaw dot. aborcji, że nie wiedzą, jakie tragedie stoją za tymi decyzjami – mówiła Janda. – Kobieta powinna mieć prawo wyboru, nikt nikogo do aborcji nie zmusza. Wiele kobiet wiedząc, że urodzi płód uszkodzony, jednak decyduje się na poród. Rozumiem, że ktoś chce wychowywać dziecko niepełnosprawne, ale nie można do tego zmuszać. Teraz niektórzy lekarze powinni sobie napisać na drzwiach "lekarz z klauzulą sumienia". Wtedy kobieta szukająca pomocy nie wejdzie do takiego lekarza – stwierdziła.

Odniosła się również do własnych postów, które publikuje w serwisach społecznościowych.

– Zamieściłam jedynie artykuł o strajku islandzkich kobiet 41 lat temu, który zachwycił mnie do tego stopnia, że go zwyczajnie udostępniłam. Pół godziny później dostałam pierwszy telefon, że jest to świetny pomysł. Byłam tym wstrząśnięta, że to tak szybko zadziałało. Sytuacja z jednej strony wyglądała tak, jakby oszalały zaniepokojone tysiące kobiet, przerażony naród szukał przywódcy. I jakaś aktorka coś zamieszcza. Okazuje się, że nagle wystarczy jakaś iskra, jakieś jedno słowo. Ten płomień rośnie, rozprzestrzenia się. Minęło do tej pory cztery dni i jestem zbudowana tym, co się stało dookoła – tłumaczyła.