Mija 73. rocznica „krwawej niedzieli”

11 lipca 1943 roku, tzw. „krwawa niedziela”, była najgorszym dniem rzezi wołyńskiej. Spokojny, niedzielny poranek zakończył się ludobójstwem, które pochłonęło ponad 10 tysięcy Polaków. Jednakże fakty związane z tym wydarzeniem ze strony ukraińskiej prezentują się inaczej. Krok w kierunku upamiętnienia ofiar zbrodni podjęto dopiero w polskim sejmie w zeszłym tygodniu, postulatem o ustanowienie 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa Wołyńskiego.

Powołanie do życia dnia hołdu nie zamyka jednak dyskusji o wołyńskiej tragedii. Ukraińscy historycy określają ją bowiem raczej jako konflikt polsko-ukraiński albo „bratobójstwo”. Nie wolna od wpływów nacjonalistów ukraińskich jest także cerkiew greckokatolicka. Księża omijają wspomnienie o rzezi lub podają błędne informacje, odprawiając mszę, np. za osoby, które zginęły podczas II Wojny Światowej. Co więcej, 9 kwietnia 2015 roku rząd ukraiński przyjął uchwałę, według której ten, kto sprzeciwia się traktowaniu członków UPA jako bohaterów narodowych, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Władza polska nie zareagowała na to w żaden sposób, stawiając sojusz z Ukrainą nad pamięć o rzezi wołyńskiej.

Podczas zbrodni wołyńskiej w sumie zginęło więcej niż 100 tysięcy osób. Napadnięte zostały setki polskich wsi na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Tragedia ta została określona mianem czystki etnicznej.