Pułapka oszczędności tematem szkolenia Prasowa Akademia Pieniądza XXI

 



  • Zjawisko „pułapki oszczędności” przedstawił dr Piotr Maszczyk




  • Przez ekonomistów przedstawiane jest ono w relacji między popytem a produkcją faktyczną




  • Zdaniem specjalisty, oszczędność wbrew pozorom może być marnotrawstwem



 

– Jeśli nie wydajemy pieniędzy, to nie tworzymy popytu globalnego. To znaczy, że ktoś nie stworzy produktu, co z kolei oznacza, że ktoś inny nie będzie miał pracy – dowodził dr Piotr Maszczyk ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie podczas trzeciego warsztatu w ramach szkolenia Prasowa Akademia Pieniądza XXI (PAP21), które PAP realizuje we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim. Tematem była „Polityka fiskalna jako narzędzie polityki stabilizacyjnej”.

Podczas spotkania wykładowca przedstawił m.in. zjawisko „pułapki oszczędności”, przedstawiane przez ekonomistów w kontekście relacji między popytem a produkcją faktyczną.

– Kupując, każdy z nas tworzy popyt globalny. To jest ważne, bo ekonomiści w kontekście relacji między popytem a produkcją faktyczną, mówią o zjawisku, które się nazywa „pułapką oszczędności” – powiedział dr Maszczyk.

Jak wyjaśnił, społeczeństwo jest przyzwyczajone do tego, że oszczędność jest cechą pozytywną, a ludzie oszczędni – godni szacunku. Wierzy też, że oszczędności przekładają się na „ogólną korzyść”.

– Otóż nie w tym modelu – tu oszczędność to marnotrawstwo. Kto oszczędza – ten szkodnik – podkreśla dr Maszczyk.

Jak dodał, jeśli nie wydajemy pieniędzy, to nie tworzymy popytu globalnego, a to znaczy, że ktoś nie stworzy produktu, który mógłby następnie sprzedać. Co z kolei oznacza, że ktoś inny nie będzie miał pracy, bo „nasze decyzje tworzą miejsca pracy”.

Jednak, jak podkreślił, popyt stymuluje gospodarkę dopóty, dopóki jest ona w stanie wytworzyć więcej.

– Dopóki piekarz ma z czego wypiekać chleb, ma gdzie go wypiekać, i ma ludzi, którzy ten chleb produkują, o tyle nasza decyzja „kupię sobie dzisiaj jedną bułeczkę więcej” jest korzystna dla gospodarki – wyjaśnia dr Maszczyk.

Dr Maszczyk powiedział, że rząd wpływa na popyt globalny bezpośrednio, kupując różne usługi na rynku. Państwo może więc zwiększyć swoje wydatki, zwiększając skalę zakupów, albo je zmniejszyć. Jeśli państwo zwiększa to mówimy, że prowadzi ekspansywną politykę fiskalną, czym zwiększa popyt globalny, i przekłada się na wzrost produkcji faktycznej – np. przez wydatki, które są na rozwój infrastruktury.

Jeśli państwo zmniejsza wydatki, to zmniejsza popyt globalny i produkcję faktyczną. Jak wyjaśnił Maszczyk, państwo działa tak m.in. za pomocą transferów – ujemnych, czyli podatków. Za ich pomocą wpływa na popyt globalny, bo mają one wpływ dochody rozporządzalne.

Podał też przykład programu socjalnego „Rodzina 500 plus”, który m.in. bezpośrednio zwiększa dochody. Państwo może także np. zmniejszyć podatki, co będzie miało podobny skutek. Dzięki temu państwo spodziewa się, że dochody rozporządzalne zamienią się na wzrost konsumpcji.

Źródło: Kurier PAP – www.kurier.pap.pl