Do listy uczelni, które zajmą się kształceniem przyszłych lekarzy wkrótce dołączy Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. O spełnienie warunków otwarcia nowego kierunku starają się również Uczelnia Humanistyczno-Ekonomiczna w Elblągu, a także Wyższa Szkoła Ekonomii i Innowacji w Lublinie.

Łącznie w Polsce na rozpatrzenie czeka 25 wniosków o możliwości kształcenia lekarzy, pielęgniarek i innych zawodów medycznych. Jeszcze większa liczba publicznych i niepublicznych uczelni dąży do uzyskania praw do kształcenia pielęgniarek, fizjoterapeutów i ratowników medycznych. Czy wpłynie to na liczbę lekarzy i jakość leczenia w Polsce?

– Uniwersytet przygotowywał się do otwarcia kierunku lekarskiego od wielu lat. Podpisaliśmy umowy m.in. z Wojskowym Instytutem Medycznym, Instytutem Matki i Dziecka, Instytutem Kardiologii w Aninie oraz Centralnym Szpitalem Klinicznym MSWiA. To gwarantuje możliwość korzystania z rozwiązań opartych na najwyższych standardach w Polsce, nie tylko naukowych, ale też technologicznych i organizacyjnych – przekonuje rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie ks. prof. Stanisław Dziekoński.

Jak zapewnia prorektor ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Tomasz Grodzicki, jakość kształcenia jest wymogiem, który nie może zostać złagodzony. Argumentem nie jest w tym zakresie również presja zapotrzebowania na młodych lekarzy. Kluczową kwestią w ich kształceniu jest natomiast znalezienie dodatkowych miejsc, w których studenci medycyny odbywaliby zajęcia kliniczne.

– Nauczanie studenta wymaga m.in. przygotowania kadr dydaktycznych, których nie ma ani w szpitalach miejskich, ani w powiatowych. Zresztą kłopot z nimi jest także w ośrodkach akademickich. Od lat ogłaszam konkurs na zatrudnienie najlepszych absolwentów. Nie są zainteresowani, bo asystentowi mogę zapłacić w granicach 2,5 tys. zł. Poza tym nie mogę mu zapewnić, że będzie robił specjalizację w te dziedzinie, w której chce. Oczywiście możemy podpisać umowy z innymi szpitalami nieakademickimi, aby przyjąć więcej studentów, ale wtedy będziemy musieli im zapłacić za kształcenie – tłumaczył prorektor UJ.

Jak ostrzega prof. Grodzicki, zapowiedź większego naboru na coraz liczniejsze kierunki lekarskie również budzi jednak zastrzeżenia.

– Mam wątpliwości, przynajmniej patrząc z perspektywy Krakowa, czy możemy zwiększyć liczbę studentów nie tracąc na jakości nauczania. Jeśli zaczniemy zwiększać liczbę przyjęć w oparciu o bazę, którą mamy, to obawiam się, że grupy kliniczne będą większe niż ośmioosobowe, o których słyszymy – wskazał prorektor UJ.