Organizacja najlepiej rozwinięta w Europie

 

Jak oceniają socjolodzy sportu, polscy chuligani to – obok rosyjskich – najlepiej rozwinięta organizacja w Europie. Wprowadzone przeciw kibolom restrykcyjne przepisy stadionowe nie ograniczyły skali zjawiska, a jedynie przesunęły ogniska przemocy poza stadiony. Co więcej, stosowanie kar zbiorowych wywołuje nasilenie sprzeciwu dużych grup kibiców wobec państwa.

– Nasze badanie pokazują, że błędna polityka nie zmniejszyła skali problemu, jakim jest przemoc. Przeciwnie: wzmocniła wyłącznie grupy chuligańskie, które są liczniejsze, bardziej brutalne i lepiej zorganizowane niż jeszcze dziesięć lat temu – ocenia dr hab. Dominik Antonowicz z UMK w Toruniu.

Grupy chuliganów stadionowych pojawiły się w Polsce w latach 70, jednak ich intensywny rozwój przypada na lata 90. Liczba incydentów chuligańskich podczas imprez masowych w 1991 roku wynosiła 210, a do 1997 roku – już ponad tysiąc. Wówczas przyjęto ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, która ograniczyła incydenty na stadionach, ale nie rozwiązała społecznych przyczyn ich występowania.

– Błędem jest, że nie zbadano przyczyny przemocy stadionowej. Może to był efekt tego, że transformacja to moment anomii, kiedy nie ma jasnych reguł postępowania. Może dlatego stadiony stały się enklawą, gdzie można było sobie pozwolić na więcej? – zastanawia się dr Mateusz Grodecki z UW. – Przemoc pozostała, ale zmienił się jej charakter. Ona ze stadionów przeszła do szarej strefy – dodaje.

Jak wskazują socjolodzy sportu, główną strefą aktywności grup chuligańskich są teraz ulice, mecze klubów niższych lig i ustawki w lasach.

– Siła grup chuligańskich znacząco wzrosła, podobnie jak wpływy na wiele obszarów życia społecznego w tym również na to, co się dzieje na trybunach. Zamiast stosować kary zbiorowe, warto skupić się na karach indywidualnych. Państwo jest już na tyle silne, że jest w stanie wyłapywać pojedynczych chuliganów, którzy łamią prawo i przez to uświadamiać wszystkim nieuchronność kary – mówi dr hab. Antonowicz.

Źródło: