Niemieckie służby przygotowują raport

 



  • Ciąg dalszy bulwersujących informacji o zamachu w Berlinie




  • Sprawę komentuje Minister Sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas




  • Władze przyznają się do błędów i zapowiadają raport



 

Zamach, do którego doszło tuż przed Świętami w Berlinie, zelektryzował całą Polskę. Tunezyjczyk Anis Amri uprowadził ciężarówkę wraz z polskim kierowcą, a następnie wjechał w tłum, odwiedzający jarmark bożonarodzeniowy. Na miejscu zginęło 11 osób, 50 zostało rannych. Poszukiwania sprawcy trwały 4 dni. W nocy z 22 na 23 grudnia Anis Amri został zastrzelony przez policjantów w Mediolanie.

Jak się okazało, zamachowiec był znany niemieckim służbom już wcześniej. Znalazł się on między innymi w kręgu zainteresowań Ośrodka Walki z Terroryzmem jako osoba potencjalnie niebezpieczna. Zamachu jednak nie udało się udaremnić. Minister Sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas w jednym z wywiadów przyznał, że służby nie ustrzegły się błędów w tej sprawie.

– Po tym, co się stało, nikt nie może usiąść i powiedzieć, że nie popełniono żadnego błędu – powiedział w wywiadzie dla telewizji ZDF.

 

W tej samej audycji Heiko Maas zapowiedział opublikowanie specjalnego raportu, dotyczącego berlińskiego zamachu.

Mimo wielu kontrowersji, niemieckie władze dotychczas utrzymywały, że dowody przeciw Amriemu były zbyt słabe, by aresztować go przed zamachem.

– Uważam, że władze odpowiedzialne za bezpieczeństwo, przede wszystkim policja, zrobiły wszystko, co było w ich mocy, by właściwie ocenić zagrożenie ze strony Amriego. Musimy jednak sobie jasno powiedzieć, że żyjemy w państwie prawa, co oznacza, że musimy przestrzegać ram prawnych – powiedział w minionym tygodniu szef niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maassen.