Groźna przypadłość czy chwyt marketingowy?

 

Każdego roku wiosna wiązana jest z pogorszeniem samopoczucia, które często określa się jako przesilenie wiosenne. Jednak jak przekonuje internista i hipertensjolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Zbigniew Gaciong, medycyna nie potwierdza istnienia takiego stanu zdrowotnego.

– To wymyślone zjawisko. Oczywiście, nasz cykl biologiczny jest zależny od pór roku, ale w znaczniej mierze dotyczy to rolników, którzy mają sezonowość prac w polu. Większość Polaków pracuje przez cały rok w pomieszczeniach zamkniętych, gdzie klimat i oświetlenie są ustalone i regulowane – wyjaśnia prof. Gaciong.

Zdaniem eksperta promowanie w mediach przesilenia wiosennego może być chwytem marketingowym, który ma skłonić konsumentów do kupowania witamin i suplementów diety, mających poprawić nasze zdrowie i samopoczucie. Jak przekonuje lekarz, większość z nas nie ma potrzeby ich przyjmowania. Wyjątkiem są osoby, które mają zdiagnozowany niedobór witamin, choć w naszym klimacie są to niezwykle rzadkie przypadki.

– Oczywiście, wyjątkiem jest witamina D, którą z wapniem i określonymi lekami powinny przyjmować osoby zagrożone powikłaniami osteoporozy. Organizm znakomicie daje sobie radę z większą ilością słońca. Dzień nie wydłuża się nagle o 2 godziny na dobę, tylko bardzo, bardzo powoli. Kiedy dzień wydłuża się o parę minut – naprawdę nic się nie dzieje – uspokaja lekarz.

Jak przekonuje ekspert, przesilenie wiosenne nie powinno być również wiązane z katarem siennym.

– Pyłkowica to nie jest przesilenie wiosenne. Katar sienny może być przecież i latem, bo rośliny pylą w różnych porach roku. Jeśli ktoś jest uczulony na kota i spotka to zwierzę zimą, albo w środku lata, też będzie miał objawy – dodaje prof. Gaciong.

kup artykuly platne