Kryzys w polskiej służbie zdrowia

 

Rozpoczęło się posiedzenie komisji zdrowia, na którym minister Konstanty Radziwiłł poinformuje o skali i skutkach protestu lekarzy. W ostatnich miesiącach część lekarzy zrezygnowała z pracy powyżej 48 godz. tygodniowo, domagając się wzrostu nakładów na ochronę zdrowia i podwyżek.

Protest lekarzy trwa od października. W tym czasie minister zdrowia już kilkukrotnie przedstawiał komisji informacje o jego skali i skutkach. Ostatnie takie posiedzenie odbyło się w połowie grudnia, informację wówczas przedstawiała wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko.


We wtorek ministerstwo poinformowało, że dotychczas klauzulę opt-out wypowiedziało 1889 rezydentów i 1657 innych lekarzy. Z kolei według szacunków Porozumienia Rezydentów OZZL, wypowiedzenia takie złożyło ok. 5 tys. medyków.

W środę w rozmowie z PAP minister ocenił, że sytuacja jest pod kontrolą i nie wydarzyło się nic zagrażającego życiu pacjentów. "Chciałbym polemizować z tezą, że mamy do czynienia z jakimś ogólnym chaosem w służbie zdrowia i pacjenci powinni się czegoś bać. Absolutnie tak nie jest. Sytuacja jest całkowicie pod kontrolą, przede wszystkim dzięki bardzo rozsądnym działaniom dyrektorów szpitali" – powiedział. Dodał, że prowadzona akcja może skłonić dyrektorów do bardziej racjonalnej organizacji pracy szpitala.

W posiedzeniu komisji uczestniczą też przedstawiciele protestujących lekarzy. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Krzysztof Hałabuz powiedział PAP, że lekarze odczekują, że komisja będzie "skutecznie stymulować ministra, który przestanie atakować lekarzy i formy protestów, tylko zacznie poszukiwać rozwiązań, które poprawią patologiczną sytuację w ochronie zdrowia, która tak długo została zaniedbana".

Protestujący domagają się m.in. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w 2021 r. oraz wzrostu wynagrodzeń. Lekarze zapowiedzieli, że w placówkach na terenie całego kraju będą wypowiadać klauzulę opt-out, której podpisanie jest przez lekarza dobrowolne i oznacza zgodę na wydłużenie czasu pracy powyżej 48 godzin tygodniowo. W wyniku protestu część szpitali ma problem z obsadą dyżurów lekarskich.

W ostatnich tygodniach protestujący kilkakrotnie apelowali o spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim. W poniedziałek premier przyznał, że młodzi lekarze zarabiają zdecydowanie za mało, ale powinni oni zostawać w kraju. Jak dodał, pewnych niedoskonałości w systemie ochrony zdrowia "nie da się uleczyć w krótkim czasie". Premier poprosił młodych lekarzy, by przystąpili do dialogu.


Ministerstwo zdrowia przypomina, że niedawno weszła w życie nowelizacja ustawy, na mocy której nakłady na opiekę zdrowotną mają stopniowo rosnąć do 6 proc. PKB w 2025 roku. Minister Konstanty Radziwiłł w rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że od stycznia wynagrodzenia zasadnicze młodych lekarzy po raz kolejny wzrosły i obecnie wynoszą one od 3,6 tys. zł do 4,7 tys. zł. "Dzisiaj lekarze rezydenci zarabiają o co najmniej 500 zł więcej niż jeszcze pół roku temu, a niektórzy zarabiają więcej o 1,7 tys. zł miesięcznie. To są naprawdę duże podwyżki" – ocenił minister.

W minionym tygodniu rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zaapelował do protestujących lekarzy o rozwagę. "Nie kwestionując intencji organizatorów akcji protestacyjnej, którym – jak wynika z wysuwanych postulatów – przyświeca troska o służbę zdrowia w Polsce, należy jednak zastrzec, że nawet najbardziej szczytny cel nie może być realizowany kosztem pacjentów, którzy w tym systemie są najważniejsi" – napisał.


Źródło: