Choć badania są ciągle w powijakach, naukowcy twierdzą, że są na dobrej drodze do odkrycia testu z krwi potwierdzającego zakażenie wirusem Borelli już we wczesnych stadiach.

Niepokojący stan obecny

Choroba z Lyme zaraża w Polsce ok. 40 000 osób rocznie, a w Stanach Zjednoczonych – ponad 300 000 osób. Obecnie stosowane testy są bardzo mało dokładne, szczególnie w początkowych etapach choroby, dlatego jest potrzeba wypracowania dokładniejszych narzędzi diagnostycznych.

Jeżeli borelioza lub inna choroba przenoszona przez kleszcze nie zostanie w porę zdiagnozowana, pacjenta czekają lata leczenia i wejście zakażenia w stan przewlekły, który może mieć bardzo poważne skutki dla zdrowia.

 

Budząca nadzieje przyszłość

– Staramy się jak najlepiej przygotować test do diagnozy we wczesnych stadiach tej infekcji – zapewnia naukowiec i mikrobiolog Claudia Molins z amerykańskiego Ośrodka Kontroli i Zapobiegania Chorobom. – Naszym celem jest próba wypełnienia istniejącej luki – dodaje.

Jak poinformował Associated Press, test ma wykrywać metabolity, które pojawiają się we krwi osób zarażonych, a których nie posiadają osoby zdrowe. W ten sposób wykrywa „biologiczne odciski palców”, które wskazują, że organizm zaczyna się bronić przed intruzem jeszcze długo zanim nasz układ immunologiczny wytworzy swoiste przeciwciała i pozwala różnicować infekcje choroby z Lyme od innych. W swoich badaniach zespół odkrył taki właśnie „podpis”, który nie tylko wskazuje na zakażenie boreliozą, ale potrafi również odróżnić ją od STARI – nowo odkrytą jednostką chorobową przenoszoną przez kleszcze, która w początkowej fazie rozwoju daje bardzo podobne objawy.

 

16 sierpnia w Science Translational Medicine naukowcy ogłosili, że nowy test z krwi jest dokładny w 82%.

Mimo, że potrzebne jest jeszcze wiele lat badań, zanim metoda może zostać rutynowo stosowana w laboratoriach, rzesze pacjentów już mają nadzieję na przełom.