Historia Kingi, która rozpoczęła intensywną kurację na krętki boreliozy

Wraz z nowym dniem wróciła wola życia i walki. Pomyślałam, że jeśli odpowiem sobie na pytanie, dlaczego jest tak trudno uporać się z małym, upartym przeciwnikiem – krętkami Boreliozy, mogę wygrać tę walkę.

Pożarci przez emocje

Moja pierwsza myśl była taka, że mamy w sobie za dużo emocji, a krętki są spokojne. Czujemy, obmyślamy, wątpimy, załamujemy się i podnosimy, ale po to, aby znowu popełnić błąd i upaść. Przy całej woli walki, mamy tysiące ludzkich słabości, które często unicestwiają największe zamierzenia. W ostatnich miesiącach spotkałam wiele osób, które zagrzybiły organizm lub miały zapalenie żołądka. Takich, które przerwały kurację – nie z powodów medycznych, ale po prostu z braku cierpliwości – było całe mnóstwo. Widziałam też kilka osób, w przypadku których bardzo obiecująca, kilkumiesięczna kuracja zakończyła się fiaskiem z powodu stresów i emocji w ich życiu codziennym.

 

Bez względu na powody, emocje nas „zjadają”, zabierają energię, a w efekcie – zabijają. Tak, właśnie taki wniosek nasuwa mi się coraz częściej. Bo jak inaczej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego taki prosty (wydawałoby się) organizm, „zwykła” bakteria może być tak przebiegła? Dlaczego my ludzie nie jesteśmy w stanie z całą naszą wiedzą medyczną, lotami w kosmos i samojezdnymi samochodami uprać się z jednym, niewidocznym gołym okiem organizmem? Oczywiście nie jest to odosobniony przypadek, kiedy przegrywamy z naturą, ale ten przykład jest mi w tej chwili najbliższy.

Cel: przetrwać

Krętkiem kieruje tylko wola przetrwania. Jest ona jednak tak silna, że wykształcił mechanizmy, które są w stanie przechytrzyć nasz system odpornościowy i spowodować, że jest on coraz słabszy, a tym samym mniej odporny. Myślę, jak sprytne są to działania: najpierw bezobjawowo zostaje osłabiona nasza tarczyca, aby nie stanowiła zagrożenia dla nowego bywalca, później powoli rozstrojony zostaje nasz system odpornościowy, aby nie stanowił przeszkody w dotarciu do odległych organów. Zastanawiająca jest również pulsacyjność choroby. Raz jesteśmy zdrowi, innym razem chorzy, w końcu nie wiemy, co się dzieje, upływają lata, a nasz nowy lokator ma się coraz lepiej.

 

W efekcie, przy pierwszych poważnych objawach cały organizm jest zaatakowany, pełne wyleczenie jest niemożliwe, a podejmowane próby tylko wzmacniają przeciwnika. Doszłam do wniosku, że główna przewaga organizmów, które nas zaatakowały, to ich spokój i powolne, ale skuteczne dążenie do celu. Co w takim razie, jeśli druga strona, czyli ja, zachowam się dokładnie w ten sam sposób?

Krętki można pokonać tylko ich własną bronią – nie „kombinując” za wiele i nie unosząc. Jedynie spokój nas może uratować – i to w dosłownym znaczeniu tego sformułowania. To, czego oczekuje się od nas w procesie leczenia, jest przecież bardzo proste: nieskomplikowane jedzenie, określone pory przyjmowania leków, brak stresów, dużo wypoczynku. Czy jest więc aż tak trudno zapewnić sobie minimalne warunki do odzyskania zdrowia? Przy okazji dopiero teraz widzę, jak wiele należałoby w życiu zmienić, bez względu na krętki.

Z mocnym postanowieniem poprawy, że będą spokojna nie mniej niż krętki boreliozy, zabrałam się do działania. Tego życzę i Wam!

Pozdrawiam!

Kinga