Historia Kingi, która rozpoczęła intensywną kurację na krętki boreliozy

Zdrowa niezdrowa dieta

Wracamy do diety przy boreliozie i ewentualnych koinfekcjach. Przed moim pierwszym, ostrym atakiem „grypopododnym” wybrałam się do baru wegetariańskiego. Jedzenie było pyszne i niedrogie, ale – mimo że bezmięsne – bardzo kaloryczne. Po daniu głównym na sałatki zupełnie nie miałam już miejsca. Nie przeszkadzało mi to jednak zamówić całego zestawu obiadowego. Przecież oczami je się najwięcej. Efekt był taki, jak zwykle – trzeba było decydować się, czy resztki pakować na wynos, czy po prostu „dopychać się ” na siłę.

Po posiłku chciałam jeszcze chwilę pospacerować, więc, aby nie obciążać się pakunkami, całe porcje zostały zjedzone na miejscu. Najadłam się bardzo – w zasadzie za bardzo. I to był początek moich objawów boreliozy.

Wieczorem leżałam bowiem jak kłoda, osłabiona tak, jak nigdy w życiu. Takiego zmęczenia jeszcze nigdy nie czułam. Było wszechogarniające, obezwładniające i uniemożliwiające jakikolwiek ruch. Nawet leżenie wydawało mi się zbyt dużym wysiłkiem. Pomyślałam, że to z powodu nadmiernej ilości jedzenia. Przypuszczałam, że kiedy je przetrawię, to mi przejdzie. Niestety, choć do wieczora odpoczywałam, niewiele się zmieniło. Co więcej, rano pojawiły się dodatkowo ogromne bóle wszystkiego.

Niezbite dowody na teorię spożywczą

Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że chwilowe przejedzenie wywołało objawy boreliozy. Ta choroba już czekała za rogiem, ale na pewno to, że mój organizm musiał wszystkie swoje moce wykorzystać na trawienie, przyśpieszyło pojawienie się tak gwałtownych objawów.

Obecnie, kiedy dokładnie przyglądam się temu, co dzieje się z moim ciałem, dowodów na moją teorię znalazłam jeszcze przynajmniej kilka. Obserwując swój organizm zauważyłam, że jeżeli odżywiam się właściwie i jem minimalne porcje, czuję się dobrze. Jeśli natomiast pozwolę sobie na trochę większy jednorazowy posiłek, natychmiast ogarnia mnie zmęczenie i osłabienie. Nie takie jak za pierwszym razem, ale jednak.

Przykładem może być choćby jeden dzień w ubiegłym tygodniu. Miałam dużo zajęć i niewiele czasu na posiłki. Wieczorem zjadłam więc trochę większą porcję – dwie kromki chleba żytniego z kilkoma plasterkami koziego sera. Porcja spora, efekt opłakany. Przez dwie godziny byłam tak osłabiona, że ledwie stałam na nogach. Na szczęście przeszło i pociągnęło za sobą kolejne refleksje – koniec eksperymentów.

Co jeść i jak jeść?

Najlepsze dla ciebie jedzenie będzie się trochę różniło w zależności od tego, czy stosujesz terapię według ILADS, czy nie. Kilka elementów będzie jednak niezmiennych bez względu na to, jak się leczysz.

Po pierwsze, aby organizm miał możliwość walczyć z chorobą, nie należy go „zajmować” czymś innym.

Jedz więc często, ale małe porcje. Zrezygnuj całkowicie ze słodyczy. Bez względu na to, na jaką terapię się decydujesz, osłabiają one twój układ odpornościowy, trzeba więc je całkowicie odstawić. Nie ma w tym strat dla twojego organizmu – wręcz przeciwnie, możesz pozbyć się przy okazji wielu innych chorób lub zadatków na nie. Wyklucz z diety również inne produkty zawierające cukry proste, czyli pieczywo, makaron, ryż biały, ziemniaki i mleko.

Odstaw również wszystko, co zawiera konserwanty. To nie takie proste, bo substancje konserwujące są prawie we wszystkim, a coś jeść trzeba. Możesz jednak mocno ograniczyć ilość spożywanych w jedzeniu chemikaliów, rezygnując z puszek, sklepowych wędlin i konserw. To już bardzo dużo.

Po drugie, zapomnij o alkoholu – pod żadną postacią nie sprzyja zdrowieniu.

Jedyny wyjątek, który robię, to nalewka na bazie alkoholu. Są to jednak ilości minimalne i oczywiście nie spożywane w trakcie antybiotykoterapii.

Pamiętaj jednak, że należy z nim uważać, nawet w niewielkich dawkach. Wprawdzie w przypadku terapii innej niż według ILADS „zakazany owoc” to dla ciebie jedynie ryzyko osłabienia organizumu, ale jeśli nie zastosujesz diety przyjmując antybiotyki, grozi ci kandydoza, która może okazać się poważniejsza od choroby, którą leczysz.

Żeby było jeszcze przewrotniej, wiele objawów kandydozy jest dokładnie identycznych jak to, co staramy się zabić. Przekonał się o tym jeden z pacjentów metody Rife’a, u którego z jakiegoś powodu w przewodzie pokarmowym rozwinął się grzyb. Po 12 miesiącach terapii, która miała trwać jeszcze pewnie kolejny rok, rozwinęła się grzybica przewodu pokarmowego i niestety cały wysiłek poszedł na marne. Trzeba więc zrobić wszystko, aby nie dać kandydozie pola do popisu.

Tajemnicza skrobia

Jeśli chodzi o skrobię w diecie przy boreliozie, zetknęlam się z kilkoma podejściami. Jedne mówią, że jest ona absolutnie zakazana, inne, że frytki i cienko smażone placki ziemniaczane możemy jeść.

Ponadto można spotkać się również z poglądem, iż kefir jest jak najbardziej wskazany, nawet do 0,5 litra dziennie – w innym, że należy się go wystrzegać, bo cały nabiał poza kozim, owczym i bezglutenowym powinno się odstawić.

Gdyby jednak spróbować spojrzeć na ogólne zasady diety zalecanej przy boreliozie i działającej przeciwgrzybicznie – są podobne. Zawsze lepiej stosować rady bardziej rygorystyczne. Będąc ostrożnym nie zaszkodzimy sobie, a pewne objawy możemy złagodzić.

Zawsze sprawdzaj etykiety – mogą cię zaskoczyć

Podstawową zasadą w zdrowej diecie jest zwracanie uwagi na etykiety produktów, które się kupuje. Ja do tej pory sprawdzalam je często (zdarzają się ogromne różnice pomiędzy zapisem „marketingowym” na opakowaniu a składem), teraz na to, co jest w środku, patrzę zawsze.

Ważne jest, aby sprawdzać lub po prostu poznać indeks glikemiczny (IG) poszczególnych produktów – im jest on niższy, tym lepiej dla nas. Ja zapoznałam się z tabelą IG dla poszczególnych produktów i od razu poukładały mi się w strefy dla mnie dostępne i zakazane. Wam ułatwię zadanie – podaję IG dla niektórych produktów, które były do tej pory w mojej diecie:


  • maltoza – 110,

  • glukoza – 100,

  • mąka ryżowa, chleb biały – 100,

  • marchew gotowana,

  • płatki kukurydziane – 85.

Te produty są teraz poza moim zasięgiem. Natomiast polecane powinny mieć IG zdecydowanie poniżej 50.

Oczywiście, każdy organizm jest inny – niektórzy mogą zjeść małe co nieco w IG na poziomie 50, ale ktoś inny, mający skłonnści do grzybicy, nie powinien.

Dieta to temat rzeka, dlatego, aby Was nie nudzić, do sedna sprawy – konkretnych produktów, sposobów na to, jak je łączyć, oraz własnych posiłków przejdę następnym razem.

W niecierpliwym oczekiwaniu na wynik badania i z pozdrowieniami dla wszystkich!😊

Kinga