Historia Kingi, która rozpoczęła intensywną kurację na krętki boreliozy

Przez boreliozę kwestie, na które dotąd nie zwracałam uwagi, stały się znaczące i trzeba je w jakiś sposób rozwiązać. Na przykład, jak zapewnić sobie pożywienie na cały dzień? Na mieście zjeść nie ma szans, wszelkie okoliczne sklepy odpadają, w takim razie pomyślałam o systemie pojemników. Niby nie jest to żadne odkrycie, ale dla osoby, która nigdy z nich nie korzystała, zapowiadało to znaczącą rewolucję.

Pierwsze kroki na nowej ziemi

Wybrałam się do sklepu i nabyłam kilkanaście pięknych pojemniczków na różne typy jedzonka. Kupiłam też pojemni na zupę – to moje kolejne odkrycie, o którym z pewnością opowiem. Zauważyłam, że aby przetrwać tę całą sytuację, trzeba szukać nawet najdrobniejszych przyjemności. Nie ukrywam, iż dla mnie było nią buszowanie po sklepie w poszukiwaniu pojemników, a później radość z posiadania takich cudeniek.

Postanawiam działać systemowo: wieczorem zrobię przegląd lodówki w poszukiwaniu ewentualnych pozostałości jedzenia z danego dnia oraz zdecyduję, co powinnam przygotować. Dobrze przygotowany plan szybko skutkuje niezłymi efektami – mam na myśli głównie oszczędności czasowe. Nie muszę już, tak jak na początku, spędzać kilku godzin w kuchni. Wystarczy godzina i wszystko zapakowane w moje magiczne pojemniczki.

 

Do tej pory, poza sytuacjami doraźnymi, nie miałam potrzeby zażywania tabletek. Powstała więc kolejna potrzeba – zaopatrzenia się w pojemnik porządkujący całkiem imponujące zasoby moich leków. Gdy rozpoczynałam terapię, zrobiłam dokładny harmonogram, ustaliłam godziny przyjmowania tabletek, utworzyłam przypomnienia w telefonie, dla pewności zapisałam je w notesie i … w dalszym ciągu sprawdzałam kilkakrotnie, czy się nie pomyliłam. Teraz, mimo że dawkowanie jest dużo trudniejsze (w sensie zmian nasilenia kuracji), nie mam z nim najmniejszego problemu. Co prawda na wszelki wypadek rozpisałam wszystko, ale nawet nie zaglądam do tych zapisków. Dzięki doświadczeniu czuję się pewniej i bardziej świadomie.

Powrót mgły umysłowej

Bóle stawów i karku ustąpiły właściwie od razu, ale – rzecz zastanawiająca – o ile na początku choroby „mgłę umysłową” miałam jedynie dwukrotnie, teraz, po tygodniu leczenia powróciła i była ze mną na stałe do mniej więcej dwóch dni. Okropne uczucie – kto nie przeżył, naprawdę nie zrozumie.

To nie jest roztargnienie czy zapominanie. Właściwie trudno to określić. Przeczytałam, że cześć osób leczonych na chorobę Alzheimera było zarażonych właśnie chorobami odkleszczowymi i teraz mogę sobie wyobrazić, co czuje taka osoba.

 

Zmagam się z totalnym odrealnieniem – jakbym cały czas występowała w drugiej osobie. Robię coś, ale mnie to nie dotyka, mówię i za sekundę nawet nie pamiętam nie tylko tego, co powiedziałam, ale także, że w ogóle coś mówiłam.

Z humorem pod rękę

Przytoczę wam śmieszną historię z „mgłą” związaną. Otóż, wybrałam się do apteki, by uzupełnić zapasy. Weszłam i kupiłam wszystko, co potrzebowałam. Oprócz mnie w pomieszczeniu była tylko jedna osoba, która chodziła i czegoś szukała na półkach. Wyszłam, wsiadłam do samochodu i w pewniej chwili zorientowałam się, że w ręku trzymam trzy pary kluczy: od domu, od samochodu i jakieś zupełnie nieznane, wyglądające jak samochodowe z dodatkowym zapasem.

Opanowana „mgławicą umysłową” silną jak nigdy, pomyślałam, że to być może jakiś zapas do mojego samochodu. Nie zastanawiałam się jednak, skąd wziął się w mojej ręce, mimo że wcześniej go ze sobą nie miałam. I tak kończąc rozważania na temat niespodziewanie objawionej nowej pary kluczy, wsiadłam do samochodu i pojechałam spokojnie do domu. Nie było kluczyków, teraz są, ale co tam 😊.

 

Upłynęło może 5 minut, kiedy zadzwonił telefon. Ktoś z apteki pytał, czy nie wzięłam przez przypadek kluczyków innego klienta. Wówczas – olśnienie! Jasne, ktoś inny położył, a ja wzięłam 😊 Na szczęście robiłam już parę razy zakupy w tej aptece i przy okazji któregoś z zamówień podałam swój numer telefonu. Inaczej nie wiem, w jaki sposób mieliby odzyskać swoja zgubę. Wróciłam, przeprosiłam starszego pana, który z kolei przeprosił mnie za to, że położył klucze w okolicy moich.

Cała sytuacja skończyła się naprawdę wesoło, ale jak myślę, co można zrobić będąc w takim stanie, nie jest mi do śmiechu. Nie czuję się sobą – zupełnie jakbym miała w sobie dwie osoby, z których to ta druga czasem przejmuje kontrolę nad tym, co się dzieje. Wiem, że to normalne, ale postanowiłam coś zrobić z tym stanem, który trzymał mnie od ponad tygodnia. Następnym razem napiszę o dwóch lekarstwach, które mi w tym pomogły.

Kinga