Na południowym kanale Odry działa odcinek „no kill” – to jeden ze sposobów na zachowanie liczebności ryb. Na wrocławskim ponad 5-kilometrowym odcinku rzeki – od mostu Bartoszowckiego aż do mostów Warszawskich – wędkarze mogą łowić ryby, ale bez zabierania zdobyczy ze sobą do domu.

To pierwszy taki odcinek rzece tej wielkości, na którym wędkarze muszą złowione przez siebie ryby wypuścić do wody. Ponadto nie wolno im m.in. używać haczyków z zadziorami, dotykać złowionej ryby suchymi rękami, czy też używać podbieraków, które kaleczą skórę zwierzęcia.

infoplanet zwierzeta i zdrowie lowienie bez ofiar

– Na tym odcinku wyznaczone są standardy nowoczesnego wędkarza – dbamy o środowisko, wszystkie złowione ryby wracają do wody – mówi Rafał Niemców z inicjatywy Street Fishing Poland, który jest autorem i realizatorem pomysłu.

Miejsce, które okazuje się być znakomitym tarliskiem, jest oznakowane przez Street Fishing Poland i kontrolowane przez straż rybacką. Jak jednak podaje serwis prasowy Wrocławia, nie wszystkim miłośnikom wędkarstwa pomysł się podoba.

– Niektórzy wędkarze są oburzeni tym nowym odcinkiem, argumentując, że łowią tam od trzydziestu lat i chcieliby łowić tak, jak do tej pory. Nie docierają do nich argumenty, że w okolicy jest dużo innych miejsc, w których można łowić ryby – mówi Adam Suchorab, specjalista ds. zagospodarowania wód w PZW Okręg we Wrocławiu.

Stworzenie odcinka „no kill” pozwala na utrzymanie odpowiedniego poziomy zarybienia, co daje wędkarzom większe możliwości złowienia dużej ryby. Na kanale planowane jest także organizowanie zawodów i szkoleń. We Wrocławiu pomysłem „no kill” objęta jest także Bystrzyca, ale zasada ta dotyczy tylko wybranych gatunków.