Stephen Hawking przejdzie do historii jako człowiek, który zmienił sposób, w jaki postrzegamy wszechświat. Legendarny fizyk żył przez dziesięciolecia z myślą o śmierci, ale – w przeciwieństwie do nas – nigdy nie przejmował się tym, co będzie dalej.

Niebo po śmierci?

Hawking, który zmarł w wieku 76 lat, w 2011 roku wyznał w wywiadzie dla Guardiana, co – jego zdaniem – dzieje się z ludźmi, kiedy umierają.

– Uważam mózg za komputer, który przestanie działać, gdy jego elementy zawiodą. Nie ma nieba ani życia po zepsutym komputerze, to bajka dla ludzi bojących się ciemności – powiedział.

Dlatego, choć nie bał się śmierci, nie spieszył się, by umrzeć.

Jak powstał świat?


Nie powinno dziwić, że Hawking nie był religijny. W książce „The Grand Design” z 2010 roku stwierdził, że do powstania świata nie był konieczny stwórca.


Nie wierzył w boskie przeznaczenie, dlatego od wielu lat ostrzegał, że ludzkość stoi przed możliwością wyginięcia z powodu mnóstwa zagrożeń: od zmiany klimatu po zniszczenie od wojny nuklearnej i genetycznie modyfikowanych wirusów. Niedawno oszacował nawet, że jeśli będziemy mieć szczęście, mamy jeszcze 100 lat bytności na Ziemi.