Klasyka w nowym wymiarze czy odgrzewany kotlet?

Każdy remake hitu kinowego sprzed lat budzi sprzeczne emocje. Odbiorcy dzielą się na zwolenników i przeciwników, przerzucając się argumentami za swoją wersją filmu, nierzadko w nieprzyjemnej atmosferze, dalekiej od merytorycznej dyskusji. Nie inaczej jest w przypadku filmu „Ghostbusters. Pogromcy duchów”,  który właśnie trafił do kin jako nowa, zliftingowana wersja hitu sprzed 30 lat.

Już od momentu ukazania się zwiastunu, film bił rekordy hejtu na YouTube. Zwłaszcza, że zmian nastąpiło bardzo wiele i nie były to wyłącznie kosmetyczne poprawki.

Bohaterkami nowej wersji są… cztery nowojorskie kobiety. Gdy w różnych miejscach miasta zaczynają pojawiać się duchy zmarłych morderców, wyśmiewane przez środowisko naukowe badaczki zakładają firmę walczącą z duchami i ratują świat. Film można więc śmiało uznać za genderowy zwrot już w samej koncepcji. Zwłaszcza, że jeden z głównych bohaterów męskich to seksowny, niezbyt bystry i leniwy blondyn, który pracę asystenta zdobywa dzięki wysportowanej sylwetce i modnym ubraniom.

W „Ghostbusters” zobaczyć można również niemal wszystkich żyjących jeszcze aktorów poprzedniej wersji filmu.

A wrażenia estetyczne  –  ocenę pozostawiamy indywidualnym odczuciom widzów.

Zobacz, gdzie obejrzysz film w okolicy