Skandal na planie „Ostatniego tanga w Paryżu”

Film „Ostatnie tango w Paryżu” jest jednym z klasyków kina lat 70. Za kontrowersyjny był uznawany już dawno – jako jeden z pierwszych ukazywał bowiem odważne sceny erotyczne. Był wśród nich epizod grany przez głównych bohaterów – Marlona Brando oraz Marię Schneider, który został uznany za symbol seksualnej rewolucji. Wraz z komercjalizacją intymności scena ta przestała dziwić. Teraz jednak jej zła sława rozbłysła na nowo.



Wszystko to przez internetowy wywiad z reżyserem filmu – Bernardo Bertoluccim – który przyznał, że scena gwałtu była realistyczna z tego względu, iż jej kręcenie nie zostało uzgodnione z 19-letnią wówczas aktorką.

– Ta tak zwana „scena z masłem” to był pomysł, na którym wpadłem razem z Marlonem Brando rano, jeszcze przed jej nakręceniem. Ale zachowałem się okropnie w stosunku do Marie, bo nie powiedziałem jej o moich zamiarach. Chciałem nakręcić jej reakcję jako dziewczyny, nie aktorki – wyznał reżyser. – Chciałem nakręcić to, jak jest upokorzona. Czuję się niezwykle winny za to. Nie żałuję, że nakręciłem tę scenę, ale czuję się winny – dodał.

Reakcja internautów jest jednoznaczna.





A jak Wam się wydaje? Czy na planie filmu rzeczywiście doszło do gwałtu?