Z turniejem pożegnał się także Marin Cilić, który wygrał z Jerzym Janowiczem

 



  • Kyrgios znów pokazał się z najgorszej strony




  • Australijczyk roztrwonił olbrzymią przewagę




  • Swoich kibiców zawiódł także Chorwat



 

Trzynasty w światowym rankingu reprezentant Australii to najbardziej nieprzewidywalny przedstawiciel tenisowej elity. Potwierdził to już w drugiej rundzie turnieju rozgrywanego w Melbourne, gdy przyszło mu się mierzyć z Andreasem Seppim (89. pozycja).

Nick Kyrgos pierwszego seta wygrał z marszu, na tablicy szybko pojawił się wynik 6:1. W drugiej odsłonie już tak łatwo nie było, bo rywal z Włoch wrzucił wyższy bieg. Ale Australijczyk po zaciętej walce zdołał zwyciężyć 7:6. Jednak potem jego gra zupełnie się posypała.

Znacznie niżej notowany Seppi trzeciego seta wygrał 6:4, a czwartego już 6:2. Natomiast w piątym secie Kyrgos przeszedł kolejną przemianę i znów raz za razem popisywał się świetnymi zagraniami. W końcu miał nawet piłkę meczową, lecz włoski tenisista nie odpuścił. Obronił się, a potem wyszedł na prowadzenie i wygrał 10:8. W trzeciej rundzie to on, a nie faworyzowany ulubieniec gospodarzy, zmierzy się więc ze Steve'em Darcisem z Belgii.

Na tym samym etapie z Australian Open pożegnał się Marin Cilić. Chorwat, który w pierwszej rundzie odprawił Jerzego Janowicza, przegrał z Brytyjczykiem, Danielem Evansem.