Dzięki polskiemu pomocnikowi Wilki wygrały z TSG 1899 Hoffenheim

 



  • Błaszczykowski grał przez pół godziny




  • Pokazał się z bardzo dobrej strony




  • Dzięki zwycięstwu trener zachował posadę



 

VfL Wolfsburg odniósł ostatnio dwie ligowe porażki z rzędu. Trzecia mogła oznaczać, że ze stanowiskiem pożegna się Valerien Ismael, francuski szkoleniowiec Wilków. Trener – dodajmy – nielubiany przez polskich kibiców za to, że zbyt rzadko wprowadza na murawę Jakuba Błaszczykowskiego.

Tym razem drużynie reprezentanta Polski przyszło mierzyć się na własnym stadionie z rewelacją sezonu – TSG 1899 Hoffenheim, które nieoczekiwanie utrzymuje się w czołówce tabeli. O tym, że pozycja ta nie jest kwestią przypadku, goście przekonali po 25 minutach gry, gdy Steven Zubera strzelił gola na 1:0. W pierwszej połowie więcej bramek nie padło.

Po przerwie piłkarze Wolfsburga wrócili ma murawę lepiej zmotywowani przez trenera broniącego się przed utrata posady. Już po pięciu minutach od wznowienia gry Maximilian Arnold fenomenalnym wolejem wyrównał na 1:1.

Wkrótce potem na boisko wbiegł Jakub Błaszczykowski. Już kilka minut później Polak uratował swój zespół przed utratą gola. Po strzale Adama Szalai były kapitan naszej kadry popisał się refleksem i wybił piłkę z linii bramkowej.

Kwadrans przed końcem spotkania na 2:1 dla Wilków strzelił Daniel Didavi. Taki wynik utrzymał się i Wolfsburg mógł w końcu cieszyć się z ligowego zwycięstwa.