Remis w Warszawie z Dundalk FC wystarczył do awansu

Po wygranej 2:0 w Dublinie kibice spodziewali się zwycięstwa również przy Łazienkowskiej. W końcu Dundalk FC nie jest profesjonalnym klubem piłkarskim i nawet to, że Irlandczycy tak długo wytrwali w eliminacjach, stanowi ogromną niespodziankę. W Warszawie goście chcieli jednak jeszcze bardziej zadziwić kibiców.

Piłkarze z Dublina atakowali od początku meczu i choć Legioniści też mieli swoje okazje, to Irlandczycy zdobyli pierwszego gola. Robbie Benson huknął potężnie z dwunastego metra i piłka przeleciała pod poprzeczką bramki Arkadiusza Malarza, który nawet się nie ruszył. Fani Warszawiaków musieli być w szoku.

Po utracie gola Legia rzuciła się do ataku, ale warszawskim piłkarzom brakowało celnych podań i strzałów. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.

W drugiej odsłonie meczu wszystko wyglądało podobnie. Legioniści przeważali, ale byli nieskuteczni, Irlandczycy zaś kontrowali – również bez efektu. Groźnie zrobiło się 25 minut przed końcem regulaminowego czasu, gdy czerwoną kartkę zobaczył Adam Hlouszek.

Zawodnicy Dundalk FC nie mieli już jednak siły, by wykorzystać przewagę liczebną. Za to pod koniec meczu Michał Kucharczyk uderzył zza pola karnego i przy samym słupku piłka wpadła do bramki. Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, było 1:1, a Legioniści byli już w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

– Spotkanie nie układało nam się od początku, ciężko w nie weszliśmy – komentował Michał Pazdan, obrońca Legii Warszawa i polskiej reprezentacji. – Wiele do życzenia pozostawiała nasza gra w ataku pozycyjnym. Ale najważniejszy jest awans! – dodał.