Polski tenisista wygrał ze Słowakiem Filipem Horanskim

Dla Jerzego Janowicza był to dopiero czwarty mecz w sezonie, a trzeci po przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Mimo to kort ziemny w Meerbusch okazał się dla niego szczęśliwy.

Polak w styczniu poleciał na Australian Open, ale długo w Melbourne nie został. Odpadł po pierwszym meczu z Johnem Isnerem. Potem nie grał przez pół roku, aż w końcu mógł wybrać się na challenger do Segowii. Tam przegrał już na samym początku, pokonany przez Lucę Vanni.

Z Hiszpanii Janowicz dotarł na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro, gdzie po raz kolejny przegrał w pierwszej rundzie. Nawiązał co prawda wyrównaną walkę z Gillesem Muellerem, ale to Luksemburczyk wyszedł ze starcia zwycięsko.

Z Brazylii polski tenisista chciał wybrać się na turniej do Cincinnati, nie otrzymał jednak dzikiej karty. Dlatego zdecydował się na udział w challengerze na kortach ziemnych w Meerbusch, gdzie udało mu się przerwać złą passę. W pierwszej rundzie z łatwością zwyciężył Filipa Horanskiego 6:1, 6:2. Mecz trwał zaledwie godzinę.

W drugiej rundzie Jerzy Janowicz zmierzy się z Germainem Gigounonem z Belgii, który pokonał Nilsa Langera w trzech setach.