Parlament Europejski zatwierdził porozumienie

 

Podczas posiedzenia plenarnego w Strasburgu Parlament Europejski zatwierdził niekorzystne dla polskich przedsiębiorców zmiany prawne w zakresie delegowania pracowników do innych państw członkowskich Unii Europejskiej. Za wprowadzeniem rozwiązania głosowało 456 eurodeputowanych, 147 było przeciw, 49 wstrzymało się od głosu.

– Z zadowoleniem przyjmuję ostatnie głosowanie plenarne Parlamentu Europejskiego w sprawie pracowników delegowanych. Dzisiejszy wynik i znaczna większość pokazują, że duch kompromisu i wspólne działania mogą doprowadzić do uczciwego porozumienia dla wszystkich. Pracownicy delegowani otrzymają równe wynagrodzenie za taką samą pracę w tym samym miejscu – skomentowała głosowanie na Twitterze Marianne Thyssen, komisarz ds. zatrudnienia Unii Europejskiej.

Nowa dyrektywa to dla polskich przedsiębiorców Ograniczenie możliwość delegowania pracowników do 12 miesięcy z możliwością przedłużenia tego czasu o sześć miesięcy na podstawie uzasadnionej notyfikacji złożonej do władz państwa przyjmującego. Po tym czasie pracownik zostaje objęty prawem kraju przyjmującego, co dla polskich przedsiębiorców oznacza wyższe koszty. Według obecnych przepisów pracownik otrzymywał wprawdzie pensję minimalną kraju przyjmującego, ale składki socjalne odprowadzał w państwie wysyłającym.

– Wyniki dzisiejszego głosowania w Parlamencie Europejskim nie były zaskoczeniem. Wczoraj niespodziewanie głosowanie zostało przełożone z końca czerwca na dzisiaj. To pokazuje, jak ogromna jest determinacja francuskich i belgijskich polityków, którzy od lat wzrastającą aktywność pracowników i firm usługowych z biedniejszych państw uznawali za zagrożenie dla ich lokalnych rynków – komentował Stefan Schwarz, prezes polskiego think tanku zajmującego się swobodnym przepływem pracowników i usług na rynku Unii Europejskie – Inicjatywy Mobilności Pracy. – Przegłosowana dzisiaj dyrektywa to jaskrawy przykład mentalnego muru, który odradza się między krajami biedniejszymi i bogatszymi. Pokazuje również, jak różna jest percepcja korzyści płynących ze wspólnego rynku. My chętnie kupujemy niemieckie samochody i robimy zakupy we francuskich hipermarketach. Natomiast we Francji, Belgii czy Austrii aktywność polskich czy słoweńskich firm jest traktowana jako argument do zmiany prawa na takie, które im tę aktywność uniemożliwi – ocenił.

Źródło: