Czy Stany Zjednoczone powinny przenieść wojska z Niemiec?

 

Linia frontu z Rosją przesunęła się na wschód. Wydaje się więc sensowne, aby siły amerykańskie podążały za nią. By zachęcić USA do budowy stałej bazy wojskowej, zgodnie z propozycją Ministerstwa Obrony, Polska jest skłonna wydać 1,5 miliarda dolarów na wartość inwestycji na poziomie 2 miliardów dolarów. Plan ten stanowi silną zachętę dla Stanów Zjednoczonych, aby rozważyły przeniesienie co najmniej części swoich sił z Niemiec, zwłaszcza że obecne rozmieszczenie ma niewielkie znaczenie militarne.

Umieszczanie po II wojnie światowej baz USA w Niemczech było odpowiedzią na potrzebę powstrzymania ataku radzieckiego i zapobieżenie kolejnemu zagrożeniu militarnemu. Ten cel wydaje się dziś już nieistotny. Co więcej, wyższe wydatki na cele wojskowe nie są popularne wśród wyborców niemieckich, a rząd nie jest skłonny do podniesienia budżetu na obronę do 2% produkcji ekonomicznej, czego wymaga Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego. Proponowany poziom wydatków na przyszły rok wynosi 1,3%.

To jednak nie jedyny powód, by Polska wydala się lepszym miejscem do stacjonowania wojsk USA. Teoretyczna linia frontu w konflikcie między Rosją a NATO nie przebiega już przez Niemcy. Dziś są one buforowane od Rosji przez wiele krajów, w tym państwa bałtyckie i Polskę. Dlatego Niemcy czują się bezpiecznie i należą do najmniej skłonnych do obrony przed rosyjskim ewentualnym atakiem.

W przeprowadzonej w 2016 roku analizie możliwego rosyjskiego ataku na kraje nadbałtyckie, David Shlapak i Michael Johnson z Rand Corporation wyjaśnili, że nowa teoretyczna linia frontu jest broniona tylko przez siły bałtyckie i polskie, wyłącznie z niewielką liczbą tymczasowo rozmieszczonych wojsk NATO. W efekcie, jeśli Kreml zdecydowałby się opanować kraje nadbałtyckie i postawić NATO przed faktem dokonanym, byłoby to możliwe najprawdopodobniej zanim armia USA mogłaby przybyć z na granicę.

Utrzymanie amerykańskich baz jest też kosztowne dla Niemiec. Wprawdzie liczba żołnierzy amerykańskich w Niemczech w zeszłym roku wyniosła 35 000, ale w 1985 roku było ich prawie 250 000. Jak wynika z wyliczeń, od 2008 roku utrzymanie bazy pochłonęło 521 milionów euro (607 milionów dolarów) w bezpośrednich wydatkach budżetowych. Co więcej, to tylko ułamek całkowitych kosztów. Na przykład w 2009 roku wydatki na obronę powiązane z bazami USA osiągnęły 41,3 miliona euro, a całkowita suma – w tym koszty budowy, dzierżawy i świadczenia dla byłych pracowników baz – to 598 milionów euro. Choć wydatki były częściowo rekompensowane korzyściami ekonomicznymi dla obszarów wokół baz, dziś Niemcy borykają się również z poważnym niedoborem mieszkań, a w takie właśnie mogłyby zostać przekształcone bazy.

Rozmieszczanie oddziałów USA w Polsce służyło by celowi strategicznemu. Ministerstwo Obrony argumentuje, że pomogłoby to NATO w obronie Suwalskiego Przesmyku (Suwalskiego Gapu) – wąskiego, bardzo wrażliwego kawałka ziemi między rosyjską eksklawą Kaliningradu a białoruską granicą, na której Polska i Litwa opierają się wzajemnie. Byłoby to zasadne tym bardziej, że amerykańskie bazy wojskowe w innych krajach nie są dziś szczególnie przydatne: każdy poważny konflikt w Europie lub na Bliskim Wschodzie wymagałby rozmieszczenia wojsk z USA, co byłyby prawie tak szybkie, jak z niemieckich baz. Ale niektórzy amerykańscy sojusznicy, w tym Polska i kraje bałtyckie, chcą, aby amerykańska obecność zapewniała poczucie bezpieczeństwa. Kraje te z radością przyjmują dodatkowe koszty: Polska i Estonia wydały już ponad 2% produkcji gospodarczej na obronę, a Łotwa i Litwa są bliżej Rosji niż Niemcy.

infoplanet wydarzenia swiat armia usa w polsce na koniach

Istnieją również argumenty przeciwko takiemu ruchowi. Rosja nie ma nic do zyskania najeżdżając kraje bałtyckie czy Polskę. Jakiekolwiek możliwe korzyści z próby przejęcia krajów ubogich w zasoby i zamieszkanych przez najbardziej wrogie społeczeństwo bledną wobec ryzyka pełnego konfliktu z NATO, nawet jeśli zaangażowanie sojuszu nie jest w 100% zapewnione. A Kreml głośno sprzeciwiałby się transferowi amerykańskich baz z Niemiec do Polski, potępiając to jako kolejne naruszenie zachodnich obietnic, że NATO nie zostanie rozszerzone na granice Rosji.

Nie ma jednak nic, co mógłby zrobić Rosja w odpowiedzi. Przyjęło już tymczasowe wdrożenia NATO do krajów bałtyckich i Polski. Tak więc USA nie mają nic do stracenia, przyjmując hojną propozycję Polski i stopniowo przenosząc wojska z Niemiec. Tego rodzaju ruch byłby zgodny z deklarowanymi celami USA, takimi jak powstrzymywanie Rosji. Umożliwiłoby to także USA wspieranie sojusznika, który chce ściślejszych więzów wojskowych.

Może również zmusić Niemcy do zastanowienia się nad swoim stanowiskiem. Czy czuliby się pozbawieni ochrony dzięki mniejszej obecności Stanów Zjednoczonych? Czy byłaby to może motywacja do wzmocnienia własnej obrony? A może nadal byłyby bezpieczne w swoim przekonaniu, że USA powinny zaoferować ochronę krajom, które tego najbardziej pragną, i zredukować swoje zaangażowanie wobec narodów, które skorzystały w połowie XX wieku. Amerykańska obecność militarna powinna być zgodna z poczuciem zagrożenia ze strony sojuszników. Ten niepokój staje się silniejszy, im bliżej granicy Rosji. Ignorowanie ma niewielki sens militarny lub polityczny.