Pogarszająca się sytuacja pracowników

 

40 tysięcy operacji, zabiegów, badań i setki tysięcy wizyt lekarskich, zaplanowanych na wtorek we Włoszech odwołano z powodu strajku pracowników Narodowego Funduszu Zdrowia. „Zamykamy służbę zdrowia na jeden dzień, by nie zamknąć jej na zawsze”– mówią lekarze.

Kilka związków zawodowych we włoskiej służbie zdrowia ogłosiło całodobowy strajk na znak protestu przeciwko pogarszającej się sytuacji finansowej pracowników, zbyt niskim nakładom z budżetu oraz – jak podkreślono – rosnącej przepaści między tymi, których stać na odpłatne usługi medyczne i tymi, którzy nie mogą sobie na to pozwolić.

Naruszane jest prawo do zdrowia – argumentują organizatorzy strajku. Zwracają też uwagę na coraz dłuższe kolejki do lekarzy i różnice w dostępie do służby zdrowia na bogatszej północy i biedniejszym południu Włoch.

„Odległość między Bolzano a Neapolem to 700 kilometrów albo 4 lata różnicy w oczekiwanej długości życia”– oświadczył związek lekarzy i menedżerów służby zdrowia Anaao Assomed. Jego działacze podkreślili, że od lat żyją w sytuacji zawodowej, którą charakteryzuje brak kontraktów i poszanowania prawa do przerw w pracy i odpoczynku oraz miliony nieopłaconych nadgodzin.

„Całe pokolenie młodych lekarzy, po 11– 12 latach studiów i specjalizacji, skazane jest na brak etatu i pracę tymczasową” – głosi oświadczenie związkowców.

"Jestem absolutnie po stronie lekarzy"– zapewniła minister zdrowia Beatrice Lorenzin. Przypomniała, że ostatnio w porozumieniu z regionami udało się stworzyć tysiące nowych etatów. Podkreśliła, że teraz należy szybko zorganizować konkursy dla kandydatów na te miejsca.

Źródło: Z Rzymu Sylwia Wysocka