Tysiące ludzi wyszło na ulice

Na ulice Brukseli w marszu "Przeciwko terrorowi i nienawiści" wyszło co najmniej 7000 osób. Na czele pochodu szli ci, których bliscy zginęli w samobójczych zamachach na belgijskim lotnisku i stacji metra.

Krewnym i bliskim ofiar towarzyszyli ratownicy i pracownicy lotniska. Marsz złączył ludzi kilku wyznań religijnych. Uczestnicy upamiętniając tych, którzy stracili życie, nieśli kwiaty, które złożyli w miejscu zamachów.

Trasa pochodu przebiegała uczczone, w której, zgodnie z informacjami pochodzącymi z wielu źródeł, mieszkał sprawca ataków, przeprowadzonych zarówno w Brukseli, jak i w Paryżu.

Marsz miał odbyć się już wcześniej - tydzień po atakach, 22 marca, ale został przełożony na prośbę władz z powodu utrzymującego się wówczas zagrożenia bezpieczeństwa.

– Kiedy nasi współobywatele, bezbronni cywile, giną w wyniku tchórzliwego ataku, wszyscy obywatele powinni zrobić coś, aby wyrazić swoje oburzenie i solidarność – mówił jeden z organizatorów marszu, Hassan Bousetta.

Choć organizatorzy spodziewali się 15000 uczestników, oceniali demonstrację jako dużą, wymowną i znaczącą. Belgijskie władze określiły marsz jako spokojny i cichy. Nie doszło do żadnych incydentów, ofiary zamachów zostały uczczone godnie.