Budżetówka wyszła na ulice

 

Pracownicy budżetówki ostrzegają rząd – pisze w środę dziennik "Les Echos" o wtorkowych strajkach pracowników sektora publicznego we Francji. "Le Monde" zauważa, że protest nie był może zbyt liczny, ale władze popełnią błąd, jeśli ucieszą się z tego powodu.

"Protest nie był zbyt liczny, ale związki zawodowe mogą być zadowolone z mobilizacji" – ocenił komentator radia Europe 1. O małej liczbie protestujących donosi również telewizja BFM.

Podobna jest ocena w komentarzu redakcyjnym środowego wydania dziennika "Le Monde", który zastrzega jednocześnie, że "prezydent (Emmanuel Macron) i premier (Edouard Philippe) popełnią błąd zbyt wcześnie zacierając ręce". A to dlatego – tłumaczy gazeta – że do strajku i demonstracji "wezwały wszystkie organizacje związkowe, które rzadko mówią jednym głosem".

Radio Europe 1 dodaje, że "po raz pierwszy od początku kadencji Macrona do manifestacji wezwały wszystkie partie i ruchy lewicy". Komentatorzy zauważają, że nie oznacza to jednak jednolitego frontu związkowego i cytują przywódcę centrali Force ouvriere Jean-Claude’a Mailly, który przyznał, że "nie wszyscy nadajemy na tych samych falach".

Wszyscy związkowcy zgodni są w sprawie budżetówki, ale nie chcą dołączyć do centrali związków zawodowych CGT, która pragnie dalej zwalczać reformę kodeksu pracy – podkreślają obserwatorzy. Przyznając, że budżetówce chodzi również o płace, zwracają uwagę na niedotrzymane obietnice władz i na to, że pracownicy sektora publicznego czują się przez nie niedoceniani i nieszanowani.

"Na dziesięć dni przed wyborami kandydat Macron zapewniał (pracowników budżetówki), że mogą liczyć na jego zaangażowanie na rzecz służb publicznych i państwowych i obiecywał więcej uznania i lepsze perspektywy awansu" – przypomniał dziennik "Liberation".

W komentarzu "Le Monde" szczególnie zwraca uwagę na nastroje wśród pracowników służby zdrowia, oświaty i innych służb publicznych, którzy uważają, że dla rządu są – ja to ujęto – "tylko zmienną służącą do korygowania budżetu".

Za niewystarczające do powstrzymania akcji związkowych uważają komentatorzy obietnice rzecznika rządu Christophe’a Castanera, że "(rząd) bierze pod uwagę troski służb publicznych". A występujący we wtorek wieczorem w radiu i telewizji związkowcy za "gołosłowne" i "puste" uznali słowa ministra ds. działań i wydatków publicznych Geralda Darmanina, który nazwał pracowników służb publicznych "bohaterami codzienności".

W komentarzach we francuskich mediach często powtarzało się przekonanie, że choć związki zawodowe mogą kontynuować akcje protestacyjne, "nic – jak sformułował to Bruno Jeudy w BFM TV – "nie powstrzyma ofensywy Macrona na polu socjalnym".

We wtorek ponad 5 mln osób zatrudnionych na państwowych stanowiskach strajkowało we Francji; odbyło się też ponad 130 manifestacji. Po raz pierwszy od 10 lat do protestu zgodnie wezwało dziewięć central związkowych działających wśród pracowników publicznych – od urzędników po nauczycieli, personel szpitali i policję.

Źródło: Z Paryża Ludwik Lewin