Plaże Florydy a huragan Matthew

Huragan Matthew to nie tylko tragedie ludzkie czy zniszczenia budynków, to również erozja plaż południowo-wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Nie jest ona nowym zjawiskiem, ale często występujące huraganowe wiatry powodują jej intensyfikacje. Pożerając wydmy i burząc zabezpieczenia wybudowane przez ludzi, wywołują w efekcie stałe pogarszanie się linii brzegowej.

Plaże to pieniądze. Turystyka zapewnia gospodarce Florydy 67 miliardów dolarów rocznie. Oprócz tego, plaże Florydy to ekosystem, który jest zaburzony przez gwałtowne wichury. Ponad połowa z 825 mil linii brzegowej Florydy jest wskazana przez państwo jako zagrożona erozją.

 

Huragany nie są jedynymi sprawcami erozji plaż. W zimie następują tzw. erozje sezonowe, które powodują, że fale wraz z wydmami zabierają część linii brzegowej do morza. Jest to jednakże tylko zjawisko przejściowe. Latem burze słabną i woda wypycha piasek z powrotem na plażę. Inaczej sprawa wygląda przy występowaniu tak intensywnych zjawisk, jak huragany. Piasek z plaży, część ekosystemu oraz wydmy spychane są do wody tak głęboko, że fale i pływy nie mają siły, żeby znów wypchnąć ich na to samo miejsce. Sprawy nie polepsza fakt, że nie tylko huragany są sprawcami erozji. Powoduje ją też działanie ludzi. Wszelkie zabezpieczenia budowane na plażach sprawiają, że piasek nie może zostać z powrotem wypchnięty z morza i erozja się pogłębia.

Aby powstrzymać postępujący proces podejmuje się działania, które polegają na przywożeniu piasku z dna morza na plażę oraz na zasiedlaniu wydm morskich. Jest to długofalowa i kosztowna działalność i nie zawsze znajdują się środki na jej prowadzenie. A przecież ekosystem to podstawa dla funkcjonowania człowieka.