Wszyscy zakładnicy zostali uwolnieni

Jak podali przedstawiciele linii lotniczych, porwany egipski samolot z wiezionymi na pokładzie pasażerami, został zmuszony do awaryjnego lądowania na Cyprze.

Lot EgyptAir MS 181 został przejęty po tym, jak jeden z pasażerów zagroził, że ma na sobie pas wybuchowy. Zgodnie z udostępnionymi raportami działań operacyjnych, samotny porywacz chciał rozmawiać z byłą żoną, dla której przekazał czterostronicowy list.

– Porwanie nie ma nic wspólnego z terroryzmem – powiedział dziennikarzom w czasie działań cypryjski prezydent Nikos Anastasiadis. – Robimy, co w naszej mocy, aby każdy mógł być zwolniony i bezpieczny – dodawał. Zapytany przez dziennikarza, czy motywem porywacza był romans, roześmiał się i stwierdził, że "kobieta zawsze jest powodem".

Prowadzone na lotnisku w Larnace negocjacje doprowadziły początkowo do uwolnienia wszystkich osób na pokładzie, a później także załogi i czterech pasażerów zagranicznych. Długo pozostawało niejasne, ilu dokładnie ludzi było jeszcze na pokładzie. Zgodnie z informacją podaną przez EgyptAir, Airbus A320 miał przewozić z Aleksandrii do Kairu 81 pasażerów. Jak jednak później stwierdzono, było ich 55.

Lotnisko w Larnace, na południowym wybrzeżu Cypru, zostało zamknięte, a regularne loty kierowane były na pobliskie lotniska.

Koniec kryzysu potwierdził około południa na Tweeterze cypryjski MSZ. Opublikowano informację: "To koniec. Porywacz aresztowany".